Pokazywanie postów oznaczonych etykietą srebro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą srebro. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 listopada 2016

Wieści ze świata snu i z życia

Jestem gdzieś w jakimś mieście, z Polą, moją najmłodszą córeczką. Chwilę później jadę pociągiem, orientuję się że to sen. Podaję Polcię jakiejś kobiecie, która tuż wcześniej się nią zachwycała.  Gdy ona do niej "guga", ja wyfruwam przez okno. Wchodzę do sklepu (odzieżowy) i stamtąd jest wejście do domu.

To gigantyczny dom/rezydencja, prawie zamek. Zwiedzam komnaty, zauważam kilka osób, ale spoglądają na mnie nieufnie. W pewnym momencie wchodzę do jakiejś sali, jest tam ksiądz i dzieci. To sypialnia, ksiądz stoi na czele, a za nim dzieci w piżamach (takich białych, sukienkowych). Duchowny jest też ubrany "dziwnie", jak nie z tej epoki. Wszyscy przodem do mnie, dzieci w wieku 1-18. Trochę mnie to "wystrasza" i zaczynam od znaku krzyża (zawsze jak się boję we śnie , to się modlę). Mówię więc Ojcze Nasz ... a dzieci składają rączki i chórkiem "któryś jest w niebie...", i idą prosto na mnie. To ja w nogi.

Nawet się nie oglądam. Spotykam jakąś damę, która na srebrnej tacy niesie nóż, próbuje mnie nim dźgnąć, ale się uchylam. Dźga mnie drutem (takim do robienia na drutach, tyle że o połowę krótszy), wbija mi go w lewy policzek, tuz pod okiem (mam tam bliznę). Nic nie boli, po chwili już go nie mam w policzku, nie ma też krwi ani żadnego śladu.

Uciekam. Trafiam do pokoju, jest tam kilku mężczyzn. Trzech z nich coś ogląda, jakieś książki, figurki. Zaś jeden siedzi na kanapie. Po tych emocjach opadam na tę kanapę, dosyć blisko tego mężczyzny, to taka sofa 2/3 osobowa. On od razu odejmuje mnie ręką i śpiewa "Welcome to the other side" (melodia jak z The Doors ). Ja w szoku, zerkam w bok a to Jim Morrison!!!

Obudziłam się.

Kilka dni temu śniłam o jeziorze i pięknym, olbrzymim, białym łabędziu.

Pola ma już 7 miesięcy ;) Czas pędzi..
To skóra zdarta ze mnie, w końcu mam swoje dziecko


Siostrzyczki razem


Jesiennie


 

niedziela, 1 marca 2015

Sen świadomy

'Zaliczyłam dziś' drzemkę. Maluchy chore, więc dzień był bardziej leniwy.
Żeby trochę pospały, to położyłam się z nimi 'po obiedzie'. Oczywiście ja zasnęłam natychmiast i miałam sen.

Krótki, ale niezwykle wyraźny. "Przebudzam się" w bardzo ciemnym i zimnym pomieszczeniu. Jeszcze przed sekundą, leżałam z dziećmi w łóżku, więc natychmiast orientuję się, że to sen. Zauważam, że jestem u babci, na wsi. Jestem w sieni, za sobą słyszę hałasy, nie chcę by ktoś mnie "nakrył". Chcę jak najszybciej wymknąć się z domu. Podchodzę do drzwi, otwieram je, za nimi są następne drzwi (z mojego starego domu), zaś za nimi jeszcze jedne (białe, balkonowe). Wychodzę. Chłonę wszystko. Jestem na maleńkiej działce pełnej kwiatów, wąska ścieżka prowadzi do otwartej furtki (jest zupełnie inaczej niż u babci). Idę przed siebie, na skórze czuję ciepło słońca, to takie 'majowe słońce'. Jeszcze nie grzeje bardzo mocno, tylko tak przyjemnie. Wieje delikatny, ciepły wiatr. Czuję, że jest mi coraz cieplej. Jestem ubrana w czerwoną, polarową bluzę (ulubiona, intensywnie nosiłam ją w okolicy matury i pierwszego roku studiów). Na plecach mam srebrny plecak Nike (też z tamtego okresu), nawet fryzurę mam taką jak wtedy. Wychodzę za furtkę, mogę skręcić w prawo lub w lewo (prosto jest inna działka). Skręcam w lewo. Jestem na wąskiej ścieżce, widzę dokładnie jak jest "wydeptana", jej brzegi porośnięte są piękną, soczystą, zieloną trawą. Nie uszłam daleko, przede mną znów decyzja, mogę skręcić w prawo lub lewo. Po prawej zauważam mały plac zabaw, zaś nieco dalej kort tenisowy i studnię. Skręcam w prawo, gdy mijam placyk, zauważam tam małego chłopca, na oko ma jakieś 2,5 roku. Ma pucołowate, zaczerwienione policzki, intensywnie 'pracuje' nad budowlą z piasku. Jest tak zaaferowany, że myślę, że mnie nie zauważy, ale kiedy go mijam, patrzy prosto na mnie. Ma duże, niebieskie oczy, takie dziecięce, niewinne spojrzenie. Patrzy zaledwie chwilę, potem wraca do budowy. Idę w stronę kortu. Zastanawiam się czy nie poszybować gdzieś, zobaczyć gdzie jestem "z lotu ptaka", co jest nieco dalej, może jakieś ciekawe miejsce? Już niemal podskakuję, by szybciej oderwać się od ziemi, ale zauważam mały stolik (zaraz przy wejściu na kort), zaś na nim książki. Zerkam na tytuły, może podświadomość chce mi coś przekazać? Widzę 4 książki,  3 z nich są cieniutkie, zaś jedna jest gruba. Biorę tę grubą do ręki, patrzę na okładkę. Jest na niej pajacyk zbudowany z drewnianych klocków, ma czerwoną, trójkątną czapkę, okrągłą buzię, długi nos, niebieskie szorty. Zerkam na tytuł, jest na samym dole strony, z lewej strony i brzmi: "PLANETY S E X U A L N E". Zastanawiam się: dlaczego sexualne przez X i dlaczego takie przerwy pomiędzy literami i dlaczego rysunek pajacyka? Takie połączenie mi nie bardzo pasuje. Otwieram ją na chybił-trafił, bo chcę wiedzieć co jest w środku i budzę się..  Małe wiercipięty nie mogły uleżeć dłużej. Nie wiem jak szybko zasnęłam, raczej dosyć szybko. Położyliśmy się o 15.20, kiedy się obudziłam była 15.40.
Oczywiście dzieci nie zmrużyły oka.

Pierwszy marcowy sen ;)

Idę z Agą wzdłuż drogi. Zepsuł nam się samochód. J., dzieci i bagaże zostały w domu A. (byliśmy w drodze na wakacje), zaś my idziemy pożyczyć samochód od "znajomego" Agnieszki. Dziwnie się idzie po tej ulicy, czuję  nierówności pod stopami.
W końcu zerkam pod nogi. Cała ulica jest usypana  z kamieni szlachetnych, cekinów, szklanych paciorków, mieni się wszelkimi kolorami. Pytam się A. "dlaczego". Okazuje się, że jest to związane z "legendą znad jeziora", które właśnie mijamy po prawej. Od razu zerkam na jezioro, jest przepiękne, właśnie jest zachód słońca i jezioro zalane jest falą światła. W tym jeziorze, mieszkają dwie złote ryby, które czasem wyskakują wysoko i wtedy spełniają życzenia, ale nikt ich nie widział od lat. Cała sytuacja dzieje się 'na zakręcie'. A. nie kończy opowieści, bo spotykamy tego znajomego i on nas prowadzi do swojego domu.

Kolejna scena, jesteśmy u niego. Mieszka w rezydencji i jest przeraźliwie bogaty. Mówi, że nam pomoże. Pokój jest tak duży, że mieści się tam traktor (wszystko dzieje się na wsi), on mówi "Ta, która jest piękniejsza, niech wsiądzie pierwsza". Tak mnie to zaskakuje, że zastygam w bezruchu, A. siada za kierownicę i jedzie po J., dzieci i bagaże. Ja zostaję z nim.

Jest jakoś drętwo, on jest strasznie zdystansowany, ale po jakimś czasie zaczyna nam się dobrze gadać. Okazuje się, że niedawno się zakochał, ale jego wybranka została uduszona linką wędkarską (we śnie widziałam zdjęcie, to była Katie Holmes).

Zbliża się burza, niebo ciemnieje i zbierają się chmury, trochę się boję o J. Dzwonię do niego i przypominam o bagażach ukrytych w kanapie. Właśnie wtedy, gdy kończę rozmawiać, rozlega się grzmot, zaś do pokoju wchodzi siostra "znajomego". Jest niezwykle piękna i bardzo wysoka, ma srebrne włosy ścięte na pazia i szare oczy (miały kolor rtęci). Aż mnie ciarki przeszły jak na mnie spojrzała. Odnoszę wrażanie, że mnie nie lubi, traktuje z dystansem, patrzy "z góry" (to akurat nie tylko wrażenie, a fakt ;)).

Gadamy, choć to ona bardziej drąży i wypytuje. Dowiaduję się kilku rzeczy. Dziewczyna jest czarownicą, taką 'z prawdziwego zdarzenia', to ona maczała palce w tajemniczej śmierci dziewczyny. To ona sprawiła że A. pokochała innego (nie jej brata, bo kiedyś 'mieli się ku sobie'). To ona ma złote ryby z jeziora. Widać, że bardzo kocha brata, ale miłością toksyczną i zaborczą. Stracili rodziców, jako starsza siostra, przejęła rolę matki. Próbuję jej powiedzieć jak to wygląda "z boku", ale nie muszę nic mówić, bo ona zna moje myśli.

Wchodzi jej brat, rozmawiamy we trójkę i napięcie opada. Burza przechodzi bokiem. Plan był taki, że tym ciągnikiem Chłopak zawiezie nas na dworzec, ale on mówi, że odwiezie nas samochodem na nasze wakacje. W tym momencie wchodzi J., oznajmiam mu "dobre wieści" i pytam czy zabrał bagaże z kanapy. Okazało się że nie i od razu zawraca.

Tymczasem ja, mówię że muszę wziąć prysznic, jeszcze zdążę przed powrotem J. Ta siostra do mnie mówi "Jasne, tylko nie zamocz sobie pieluchy" i mruga do mnie. Dziwię się, ale idę. Łazienka jest gigantyczna, ma wielkie lustra aż pod sufit, przeglądam się i już wiem "o co chodzi". Jestem ciemnoskórą staruszką, zmalałam, garbię się. Mam problemy z trzymaniem moczu i noszę pieluchę. Jeszcze przez chwilę czuję się jak 'młoda Ja', tylko wyglądam staro, ale w trakcie rozbierania zaczynam się "czuć" staro. Bolą mnie kości, czuję zmęczenie, nie mogę podnieść rąk do góry, czuję się "jak z krzyża zdjęta". Rozbieram się, została już tylko ta pielucha, patrzę na swój brzuch i piersi, stare, obwisłe, pomarszczone. Patrzę na twarz, oczy jakby 'za mgłą', mam krótkie, bardzo kręcone włosy (wciąż gęste i napawa mnie to dumą). Jestem już tak zmęczona, że rezygnuję z kąpieli. Ubieram się, w kurtce znajduje 200zł, przekładam je do portfela. Zerkam w lustro, już jestem sobą. Okazuje się, że to była tylko iluzja, taki psikus 'starszej siostry'.

Pędzę do nich ile sił, czuję że krew krąży w żyłach coraz szybciej, aż chcę krzyczeć z radości (doceniam to, że znów jestem młoda, silna, zdrowa). Na korytarzu wpadam na "znajomego", wprost w jego ramiona. Przytulam go z całych sił i dziękuję za wszystko, jestem wdzięczna (nawet za spotkanie siostry, która mi wiele uświadomiła). On mówi, że daje nam samochód na wakacje, jak będziemy wracać po nasze auto, to oddamy mu jego. 

poniedziałek, 24 listopada 2014

W objęciach potomka Mofeusza

Mieszkam w dużym rodzinnym domu na wsi. Moja córeczka-Asia, to we śnie moja młodsza siostra o którą bardzo się troszczę (rodzice nas zaniedbują). Co noc mam koszmary, bardzo źle sypiam.
Rodzice mówią że "nawiedza mnie diabeł".

Sen zaczyna się, gdy przed pójściem spać idę okryć Asię. Gdy już mam się położyć, odkrywam że ukruszył mi się ząb (ostatni na górze z lewej strony), idę do łazienki i z tego zęba do umywalki sypią mi się srebrne kuleczki (niczym rtęć, ale większe). Jest ich tak dużo że nazbierała się cała umywalka. Kiedy to "wysypywanie" się kończy, idę do łóżka. Kładę się później niż zazwyczaj. Ledwo co zdążyłam zamknąć oczy a do pokoju wchodzi młody mężczyzna. Domyślam się, że to jest "ten diabeł" co mnie nawiedza.

Bierze mnie za rękę i uśmiecha się. Mówi: "czas na naszą wycieczkę, zaczniemy od targu". Jestem przy straganie i wybieram warzywa i owoce. Sprzedawca śmieje się ze mnie i mówi że tylko dziś wyglądam na trzeźwą/świadomą, bo zawsze jak mnie widzi to wyglądam jakbym była "nieprzebudzona". Ten chłopak który ze mną przybył staje w mojej obronie. Po słownej przepychance, odchodzimy.

Tłumaczy mi, że kocha mnie odkąd mnie zobaczył. Pochodzi z bardzo starego rodu, jest potomkiem Morfeusza. Prowadzi mnie do komnat. Ród do którego należy - zsyła sny. Widzę jak w rzędach "leżą na suficie" istoty podobne do człowieka, zaś pod nimi są łóżka ze śniącymi ludźmi z całego świata. Zazwyczaj decyduje los, kto na kogo trafi, ale są wyjątki.

Tłumaczy mi, że od czasu, gdy "trafił na mnie", nie pozwala nikomu innemu "zsyłać mi snów". Co więcej, co noc sprowadza mnie do swojego świata, choć się tym naraża (to wbrew regułom).

Twierdzi, że Zsyłający Sny zazwyczaj "dają sen" ale niekiedy sami mogą wnikać w sen. Dzieje się to tylko wtedy, gdy osoba śpiąca leży na plecach. W innym wypadku jest to niezwykle trudne, choć możliwe. Wymaga to olbrzymiej siły woli, doświadczenia w tej kwestii lub co najmniej jednego kontaktu "we śnie" wcześniej.

Kolejna scena, atakuje nas ten gość ze straganu (ze swoim bratem), my uciekamy.

Kolejna scena, leżymy w niewielkim pokoju. Ja przebudzam się pierwsza. Rozglądam się. Wszędzie są półki, zastawione fiolkami, buteleczkami, niektóre z proszkiem, niektóre z płynem albo suszonymi ziołami. Mój towarzysz się budzi, mówi że to fiolki "ze snami" wszelkiej maści. Cały pokój tonie w złocisto-pomarańczowym blasku.

Nie wklejam foty, bo ta w tytule bloga pasuje ;)

sobota, 20 września 2014

Wizyta w teatrze

Dostałyśmy z Agą bilety na przedstawienie w Paryżu. Zachwycone wyruszamy. Po drodze czeka nas porcja zadań do wykonania. Dostajemy specjalną mapę i musimy "zaliczyć" co najmniej połowę punktów na niej (konkretne miejsca które trzeba odwiedzić np. szczyt górski, spotkania z ludźmi jak i zadania logiczne). Jestem na miejscu szybciej niż A. Zajmuję miejsce zaraz przy półokrągłej scenie, na widowni są już tłumy. Po chwili siostra dociera i siada na moich kolanach (brak miejsc), przedstawienie się zaczyna.

Jest klimatycznie, głośno; kostiumy, sceneria i oświetlenie są na najwyższym poziomie. Pierwsza cześć kończy się szybko. Na scenę wchodzi konferansjer zapowiadając przerwę, mówi też że Ci którzy nie czują potrzeby by skorzystać z toalety czy coś przekąsić, mogą obejrzeć mini-przedstawienie. Uśmiecham się i mówię do A. ze zapewne będzie śmiesznie i za chwilę pojawi się mężczyzna przebrany za wróżkę-baletnicę.

Na scenę wchodzi mężczyzna przebrany za wróżkę-baletnicę ;)

Ma długie brązowe włosy ciasno spięte w kucyk, srebrzystą opaskę na czole. Jest ubrany w czarny męski strój do baletu, ma srebrzystą spódniczkę i różdżkę w prawej dłoni (zakończona gwiazdeczką). Tańczy, zabawia publiczność, mówi cały czas - widownia raz po raz wybucha śmiechem. Skupia na sobie całą uwagę.  Nagle jego wzrok pada na mnie, natychmiast zbliża się i staje naprzeciwko. Mam wrażenie że od teraz patrzy tylko na mnie.

A. wciąż siedzi na moich kolanach, zaczyna mi ciążyć, poza tym robię się niepewna.. a może on patrzy na A. a nie na mnie? Mówię jej że mi ciężko a ona przypomina mi, że nie ma miejsca.

Spoglądam w lewo, przerzedziło się (wszak to przerwa), na fotelu obok siedzi pluszowy miś wielkości człowieka. Mówię do A. by siadła obok, ja zaś biorę misia na kolana. Przedstawienie trwa, teraz mam pewność że on patrzy na mnie. Wygląda komicznie, ale spojrzenie ma tak przeszywające że raz po raz przechodzą mnie Ciary. Przedstawienie dobiega końca, on kłania się nisko we wszystkie strony. Ostatni pokłon jest w moim kierunku. Kiedy się prostuje wyciąga do mnie rękę, jakby chciał zrobić ze mną cześć. Chwila wahania i decyduję się również wyciągnąć rękę, ku mojemu zdziwieniu on robi "w tył zwrot" zaś mój fotel niespodziewanie się przechyla w stronę sceny, balansuje tam chwilę jak sprężynowa zabawka a potem wraca na swoje miejsce. Widownia szaleje, wszyscy powtarzają mój gest. Tymczasem on nie zwraca na nich uwagi, podaje mi swój kapelusz i odchodzi, w środku zauważam malutkiego pajączka.

czwartek, 18 września 2014

Ludzie z bagien

We śnie jestem chłopcem. Moim najlepszym przyjacielem jest kolega z klasy.

Mój rówieśnik jest nieco grubszy, wszyscy się z niego naśmiewają. Mieszka w chatce z drewna w środku lasu. Domek otoczony jest bagnami/mokradłami, idąc tam trzeba być bardzo ostrożnym. Prowadzi do nich wąska ścieżka, która w głębi lasu przechodzi w mocną/solidną kładkę (pod nią jest głębokie bagno). 

Chłopiec ma tylko tatę, mama zaginęła w bardzo dziwnych i niewyjaśnionych okolicznościach kiedy był mały. Generalnie, inni stronią od nich, ja zaś uwielbiam spędzać czas z tym chłopcem. Przeważnie siedzimy w jego pokoju, czytamy Lovecrafta, zaś wieczorem opowiadamy sobie  historie mrożące krew w żyłach. 

Ojca chłopca nigdy nie widziałam, wiem że ma pracownię w piwnicy i nigdy stamtąd nie wychodzi. 

Sen zaczyna się jak idę do niego. Na teren posesji trzeba przejść przez gigantyczną żelazną bramę. Już z daleka widzę kolegę przed domem, właśnie wychodzi i zamyka drzwi. Niestety, traci równowagę na tej wąskiej kładce i wpada do bagna. Jestem przerażona, bo stoję daleko i już nic nie mogę zrobić, jego ciało niesłychanie szybko i bezgłośnie znika w odmętach. Ja to widzę jak na filmie - dosłownie, niepewna co robić - chcę go ratować, choć nie mam najmniejszych szans bym dobiegła, jednocześnie nie chcę być blisko tego miejsca, boję się że to bagno "mnie wciągnie" kiedy się zbliżę.

Kolejna scena, stoję w tym samym miejscu, wszędzie jest pełno policji, migają czerwono-niebieskie światła, przez głośnik słychać nawoływania, ekipa przeszukuje teren bosakami.

Nic nie znaleźli, ani syna, ani ojca - który zapadł się pod ziemię
Jest głęboka czarna noc, wszyscy się rozchodzą.

Mija kilkanaście miesięcy, po raz pierwszy decyduję się wybrać do tego domu, być może coś odkryję? Kiedy jestem na ganku zauważam subtelne różnice np. malutki srebrzysty dzwoneczek do drzwi jest zawieszony nisko koło kładki, zaraz nad bagnem. Dzwonię tym dzwoneczkiem. W mętnej i zarośniętej wodzie widać bańki, słychać bulgotanie - jakby ktoś za chwilę miał wypłynąć. Zaczynam się bać, robię w tył zwrot i uciekam, bulgotanie jest coraz głośniejsze. Kiedy mijam bramę zauważam że ma wydrążone przejście jakby dla psa-kota, tylko znacznie większe, spokojnie zmieściłby się tam człowiek "na czworakach". Biegnę przez las, mam wrażenie że śledzą mnie czyjeś oczy, prześladuje mnie myśl że cała rodzina, przemieniała się w potwory rodem z prozy Lovecrafta. 






czwartek, 22 maja 2014

Sen z 21 na 22 maja

Właśnie przybyłam z daleka do jednej ze szkół. Mam ze sobą dwie duże walizki. Już od progu szkoły wita mnie dyrektor i sprowadza do piwnicy. To bardzo nowoczesna piwnica, świeżo wymalowana, czysta, widna i przestronna. Ma kremowo białe ściany i mnóstwo mebli w kolorze biało-błękitnym. Meble są puste, aż zapraszają by wypełnić je książkami (w tym miejscu ma być szkolna biblioteka). Widzę stanowisko z komputerem i siadam na krześle. Dyrektor podaje mi herbatę i mówi, że jest bardzo zajęty i wróci do mnie wieczorem, teraz zaś, mam nigdzie nie wychodzić, tylko czekać na niego cierpliwie.

Wychodzi, pierwsze co robię, to zwiedzam pomieszczenia. W każdym z pomieszczeń jest pełno mebli, wszystko jest nowe, jeszcze pachnące farbą, świeże, czyste. Dostrzegam drzwi na których widnieje kartka "jeszcze nie gotowe - nie wchodzić".
Drzwi nie są zamknie na klucz - wchodzę.

Pokój 1

Drzwi za mną znikają, ściana porasta bluszczem. jestem w pokoju który wygląda jak las.
Jest dosyć ciemno, rozglądam się, z mroku wylania się 3 mężczyzn. Są bardzo wysocy, mają  nogi jak tyczki, ale w miarę zbliżania się do mnie stają się normalnego wzrostu. Na oko są po 30tce, ale mają bardzo młode twarze, takie chłopięce. Podchodzą do mnie szybko, dosłownie w 3 krokach jakby mieli buty siedmiomilowe. Wyglądają nieco dziwnie, ale w ogóle się ich nie boję, uśmiecham się do nich a oni podprowadzają mnie do ukrytego wśród bluszczu wyjścia. Pożegnałam ich długim spojrzeniem, było w nich jednocześnie coś dziwnego i pięknego/fascynującego. Wchodzę do drugiego pokoju.

Pokój 2

Podbiega do mnie olbrzymi szary wilk, spokojnie mogłabym na nim podróżować.
Głaszczę go po grzbiecie, ma bardzo szorstką sierść i piękne bursztynowe oczy.
Prowadzi mnie do wyjścia. Pod samymi drzwiami robi się bardzo niespokojny i zaczyna szczerzyć kły, cieszę się że już jestem pod drzwiami, wchodzę do kolejnego pokoju.

Pokój 3
Bardzo normalny pokój, ale jakby sprzed lat. Pachnie starością. Pierwsze co dostrzegam to gigantyczny kominek, zajmuje niemal pół ściany. Widzę kanapę z ciemnozieloną narzutą, wielkie okno z widokiem na jakiś posępny szaro-bury pejzaż. Mój lekki niepokój spowodowany spotkaniem z wilkiem znika, pokój jest zupełnie pusty. Od razu dostrzegam drzwi, ale że pokój jest taki zwyczajny, zaczynam się po nim rozglądać - kto wie, być może na coś natrafię. Badam każdy zakamarek, nie śpieszę się, podchodzę do kominka. Wisi nad nim srebrna plakietka "W 1892r. wydarzyło się tu straszliwe morderstwo, córka zabiła swego ojca pogrzebaczem, następnie poćwiartowała zwłoki siekierą, wszystko zaś wydarzyło się gdy ojciec (jak co dzień) wypoczywał po ciężkim dniu na pracy na kanapie". Od razu zerkam na kanapę i przez chwilę mam wrażenie że widzę tam te zwłoki i kapiącą krew. Robi mi się zimo i szybko zmierzam do drzwi.

Pokój 4
Wszędzie leżą jakieś gruzy i odłamki, to zniszczone miasto. Lecą w moją stronę jakieś świetliste, pomarańczowe, błyszczące kule, orientuję się że to sen. Hamuję te kule i zamrażam a potem "rozpadam je" - nic mi nie robią.

Nagle wchodzi do pokoju dyrektor, mówi że pokoje to ich najnowszy project.
To świątynia 1000 śmierci, zaś w każdym pokoju jest symulator jakiejś śmierci. Projekt jest w trakcie realizacji, jeszcze nie ma wszystkich rekwizytów i efektów specjalnych.

Wyprowadza mnie i tłumaczy:
pokój pierwszy gwałt i podcięcie gardła,
pokój drugi rozszarpanie przez dzikie zwierzę,
pokój trzeci śmiertelne pobicie i rozczłonkowanie,
pokój czwarty, bomby które przyklejają się do ciała i wybuchają

Chełpi się swoim dziełem i mówi, że w każdym pokoju jest nieprzewidywalny efekt, za każdym razem scenariusz toczy się nieco inaczej, można nawet uniknąć śmierci sposobem. Poza tym, są różnice w zależności od tego, czy wchodzi tu mężczyzna czy kobieta.
Pokój 1 - przypadku mężczyzny będą to 3 zjawiskowe i piękne dziewczęta, drugi pokój zwierzę - za każdym razem inne: niedźwiedź, tygrys, węże itp.

Wszystko to dla mnie brzmi bardzo dziwnie... budzę się.






piątek, 16 maja 2014

Sen z 15 na 16 maja 2014

Jesteśmy całą rodziną w centrum handlowym. Rozdzielamy się, ja idę wraz z Asią (córeczka),  zaś mąż z Olkiem (synek). Wchodzę z A. do pierwszego sklepu po drodze, to tekstylia. Widzę pięknie poskładane grube ręczniki, kiedy gładzę jeden z nich zauważam coś błyszczącego. Sięgam dłonią, to malutki srebrny wąż. Uśmiecham się i mówię do Asi: zobacz co znalazłam, podaję jej.



Obok nas stoi kobieta która co chwila zerka na nas. Nagle podbiega do Asi i wyrywa jej węża z dłoni mówiąc: o, ja go właśnie zgubiłam. Jej zachowanie było co najmniej dziwne i nabrałam podejrzeń. Proszę ją o zwrot węża, mówiąc że ja go znalazłam, zaś ona powinna go dokładnie opisać - dopiero wtedy jej to oddam. Z niechęcią podaje mi przedmiot.

Wąż jest pięknie wykonany, jest ze srebra, ma gładki brzuszek, zaś grzbiet jest chropowaty. Przyglądam mu się bliżej, chropowatość na grzbiecie to kilkumilimetrowe szafiry i diamenty ułożone w zygzakowaty wzór, oczy zaś to dwa piękne rubiny. Czuję że wąż jest bardzo cenny. Nie jest to ani broszka, ani kolczyk czy pierścień. Zastanawiam się do czego służy. Dostrzegam wygrawerowany napis, ale jest tak niewielki że nie da się go odczytać bez lupy. Czuję że wąż jest bardzo ważny dla mnie, dla mojej rodziny i że chciał trafić właśnie w moje ręce.

Zerkam na kobietę i proszę by jak najdokładniej opisała zgubę, opisuje to, co ja również dostrzegłam "na pierwszy rzut oka". Kiedy nie wspomniała o napisie, mam pewność że widziała węża pierwszy raz na oczy i jest zwyczajnie pazerna i nieuczciwa. Dopytuję ją jednak o napis - jak przypuszczałam, ona nic o nim nie wie i powoli się wycofuje.

Patrzę na nią i nic nie mówię, ona odchodzi. Biorę Asię za rączkę i oddalamy się.

Jestem niemal pewna że napis miał 3 lub 4 słowa i zaczynał się od HOW ...