Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krew. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 stycznia 2015

Dlaczego czuję takie silne połączenie z X?

Zadane przed snem ;)
Sen
Czasy współczesne, siedzę na czacie i gadam z jakąś dziewczyną, piszę o okolicznościach poznania X. (ten sam dzień co poznałam J.) i o pierwszych intensywnych tygodniach (nasza trójka na tych samych spotkaniach, wciąż krzyżowanie się naszych dróg, tyle że z J. to spotkania "umówione", zaś z X. "przez przypadek", ale równie częste jak z J., te same imprezy).

Dziewczyna odpisuje dosyć szybko, mówi że jesteśmy połączeni niezwykle starym zaklęciem, w poprzednich wcieleniach wykonaliśmy potężny Rytuał Wiążący, wykorzystaliśmy Magię Krwi i Węzłów.
(* co ciekawe, wszędzie i na wszystkim mam mnóstwo węzłów, począwszy od sznurówek, wszelkich kabli: odkurzacz, ładowarki, suszarka; kiedyś jako dziecko robiłam sobie 3 węzły na włosach? skąd? po co to robiłam? czasem wplatałam we włosy sznurki - zaprzestałam jak mama powiedziała że nikt tak nie robi).
Dziewczyna odpisała mi w innym języku coś a'la aramejski, sporo czasu zajmuje mi tłumaczenie. Dopytuję o szczegóły. Twierdzi, że czar jest tak potężny, dlatego że wykonaliśmy go razem, nasza wola splotła się w jedną - chcieliśmy w każdym wcieleniu być ze sobą.
Pytam więc o J., jaką ma rolę. Odpowiedź pojawia się niemal natychmiast, J. zawsze "przychodzi na świat" jako nasz najlepszy przyjaciel, jest Istotą Światła, pomaga nam przełamać rytuał i uwolnić się od siebie, "zerwać kajdany astralne".

(*rzeczywiście, w snach "z poprzednich wcieleń", niemal zawsze jestem z X., 
numerologicznie X. jest  9, zaś ja i J. jesteśmy 8)

Węzeł Cygański
W tym momencie słyszę jakiś dziwne dźwięki, biorę ze stolika grubą, czarną, kwadratową księgę i idę pozamykać drzwi. To takie duże, drewniane drzwi, które mają tylko dolną połowę, taka co nie pozwala na wejście psa np. ale kot by je przeskoczył. Zamykam drzwi na haczyk. Za nimi widzę niewielki ganek, ale drzwi są solidne i zamknięte na zasuwę. Dom jest zbudowany jak kiedyś dwory. Jest główne wejście i przechodzi się przez wszystkie izby z powrotem do wejścia, takie "pokoje przechodnie". Zaczynam od pokoju najbardziej starego, przechodząc do coraz bardziej nowoczesnych. Ostatni pokój, to nie pokój a księgarnia/cenna biblioteka, pośrodku jest wąski korytarz i wejścia do ciasnych przejść, gdzie stoją półki wypełnione książkami. Wzdłuż korytarza, jest 7 lub 8 bramek z alarmami. Decyduję się przebiec, książka którą trzymam, ma pasek magnetyczny, za każdym razem jak przekraczam "bramkę" rozświetla się czerwona lampka. Wchodzę do następnego pomieszczenia, to jakby poczekalnia.
Opadam bez sił na krzesło, tyle nowych informacji, sama nie wiem co myśleć. Jestem na jakimś bardzo wysokim piętrze, może setnym, może wyższym, zerkam przez okno. Wszystko jest zalane delikatnym światłem, cudownie przebija się przez chmury, widzę miasto poniżej. Miasto jest potężne, rozbudowane, ale z tej perspektywy, wygląda jak makieta.
Zastanawiam się czy każdy z nas ma "przypisaną rolę" na tym świecie..




 

niedziela, 25 stycznia 2015

Nas troje


Pochodziliśmy z jednego klanu. Ja , J. i X. To była jakaś osada nad rzeką. Co dzień musieliśmy się liczyć z tym, że woda nas zaleje. Życie tam nie oszczędzało, wymagało nakładu sił i ciężkiej pracy, ciągłej gotowości na zmaganie się z żywiołem. Rzeka była potężna. Nasze domy, specjalnie zbudowane, na takich długich, drewnianych palach, były z drewna, ale podstawa domu wyłożona była ciasno ułożonymi kamieniami. Niedaleko, na wysokim wzgórzu był cmentarz. Lubiłam tam chodzić, zawsze panowała tam cisza i było tak spokojnie, jakby to był zupełnie inny świat. Raz w miesiącu, wszyscy mieszańcy osady, odprawiali tam rytuał. Chodziliśmy wyznaczoną ścieżką między grobami. Podziwiałam przepiękne rzeźby.


Kolejny sen. Wychodzę ze swojego starego domu, a raczej uciekam przed czymś. Orientuję się że mam rolki i poruszam się znacznie szybciej. Na zakręcie ulicy spotykam robotników, wylewają nową nawierzchnię. Nie bardzo wiem jak ich obejść na tych rolkach. Po ulicy nie przejadę, chodnik zablokowany, zaś rolki po trawie nie jadą i boję się, że mnie to spowolni. Kiedy tak myślę, co dalej, pojawia się jakiś chłopak. Bierze mnie "pod pachy" i sadza na wóz. To wóz cygański. Czuję lekki  niepokój, bo oni wszyscy są połączeni więzami krwi, ja zaś "odstaję". Szybko się okazuje, że niepotrzebnie tak się czuję, przyjmują mnie jak "swoją". Szczególnie matka chłopaka.
W ogóle, wszyscy są bardzo mili, rozmowni, uśmiechnięci, życzliwi.


Jakiś czas później, chłopak proponuje mi ślub, zgadzam się, bo kocham go z całego serca. Jeszcze tego samego dnia, przybywa jego starszy brat. Widać że są ze sobą bardzo związani, niestety mam wrażenie że "stanęłam między nimi", bo ten drugi intensywnie mi się przygląda.

sobota, 3 stycznia 2015

Śnię

Sen 2
Jestem w starym domu. Budzę się, jest 4 w nocy, ale decyduję się wstać i poczytać. Siadam w centrum pokoju, dokładnie nad sobą mam źródło światła (żyrandol papierowa kula, normalnie mam inny) i czytam. Kolejna scena, odkładam książkę, w szafce znajduję śpiącego, czarnego kota.

We śnie jestem nastolatką, marzę tylko o X. Kładę się, ale nie mogę zasnąć. Słyszę że tata już nie śpi, postanawiam się wymknąć z pokoju. Cichutko wychodzę na piętro, zaraz potem na balkon. Jest jeszcze noc, na balkonie obok widzę jakiś rzeczy. Postanawiam przedostać się na ten drugi balkon i już tam jestem. (Mój stary dom to bliźniak, balkony od strony południowej się stykają, zaś od północnej są oddalone o ponad 2 metry). Sen dzieje się na balkonie północnym.

Na balkonie jest zamagazynowane jedzenie: paczuszki, puszki, słoiki. Myślami wciąż jestem przy X. Nagle odwracam się, on tam stoi i się uśmiecha. Pytam go: przeteleportowałeś się tu dla mnie? On tylko szerzej się uśmiecha i tuli mnie. Myślę sobie: "to sen" i szczypię się w przedramię. Nic się nie dzieje, widzę wszystko jeszcze bardziej wyraźnie, bardziej świadomie. Zerkam na lampę uliczną, w jej świetle zaczynają wirować pierwsze płatki śniegu. Gdy z powrotem odwracam wzrok X. już nie ma. Za to zauważam, że do domu wraca brat z żoną. Nie chcę by mnie zauważyli, bo to ich balkon we śnie (normalnie sąsiada). Za nimi idzie tata, decyduje się pokazać. Tata zauważa mnie pierwszy, daje mi różne produkty np. pomidory.

Sen 1
Śniłam go trochę wcześniej. Mój stary dom, mój pokój, jestem tą samą nastolatką co we śnie nr2. Leżę bokiem na łóżku i czytam książkę. Mam na sobie swój ukochany szary sweter (z big stara, ten sweter towarzyszył mi w najpiękniejszych i najważniejszych doświadczeniach mojego życia, będąc "w nim" poznałam J. i X., mam do niego wielki sentyment). Czytam, nagle czuję za sobą jakąś obecność. Przewracam się na plecy a tam X.
Jestem tak zaskoczona że tylko pytam: dlaczego przyszedłeś? a On odpowiada: bo chciałaś. 
Jeszcze zdążyłam pomyśleć..  "ale ja chciałam tylko w myślach, nigdy osobiście Ci tego nie powiedziałam" a X. znika. Po chwili uświadamiam sobie, że X. miał na sobie taki sam sweter jak ja, tylko "męską" wersję.

Sen 3
Płynę łodzią z moją mamą. To duża, solidna lodź. Ma wiosła dla 2óch osób. Niebo jest skąpane w takim czerwono-karmazynowym kolorze, zaraz będzie świtać. Dobijmy do brzegu. Zarówno piach jak i skały które tam widać mają dziwny kolor - kolor kości. Wychodzimy z łodzi, widzę Sfinksa i wejście do świątyni. Jest bardzo wąskie i boję się że tam utknę lub to pułapka i mnie ściśnie. Przed wejściem widzę gepardziątko, to dziewczynka (mam taka myśl), właśnie myje łapki i pyszczek. Kiedy na nią patrzę słyszę szept Kybele. Wchodzimy z mamą, do świątyni, w środku wszystko jest w tym samym dziwnym kolorze. Widać korytarz, za nim kolejne jeszcze bardziej wąskie przejście - wycofuję się (to wąskie przejście, to może być jakiś uraz okołoporodowy, utknęłam w kanale rodnym na ponad 12h, miałam poród kleszczowy i dodatkowo węzeł z pępowiny zaciśnięty a szyi). Kiedy wychodzę ze świątyni, gepardziątko wciąż tam jest. Tym razem z zaciekawieniem patrzy mi głęboko w oczy.

 
Sen 4
Jestem nauczycielką na stażu. Mam swoje zadania/pracę, ale jestem tez od "przynieś, wynieś, pozamiataj". Nie przeszkadza mi to wcale, dzieci mnie kochają, jestem ich ulubioną nauczycielką. To już nie są maluchy, więc nie tak łatwo ich zadowolić, we śnie cieszy mnie to bardzo. Przeglądam teczkę z rysunkami, kiedy podchodzi do mnie nauczycielka. Dziś w szkole jest Apel i jakieś uroczystości. Bierze mnie pod ramię i schodzimy pod aulę. Nie przeciskamy się, tylko zaczynami gadać. Chwilę później, pogawędka przeradza się w temat damsko-męski, aż w końcu ona pyta: czy wiesz co to kabała?



Obudziłam się, pierwsze co mi się skojarzyło to że Kybele i Kabała podobnie brzmi ;)


Sen ostatni, bardzo krótki epizod z dosyć długiego snu. Tylko tyle pamiętam. Jestem studentką, właśnie są Juwenalia. Wszyscy wyszli na ulice i dobrze się bawią. Odłączam się od grupy bo czuję głód, chcę kupić frytki. Skręcam w uliczkę gdzie jest pełno przeróżnych budek z jedzeniem i barów. Kupuję złociste, gorące frytki. Już mam je zjeść, kiedy zauważam boczną uliczkę, wąską, ciemną i trochę straszną. Wszędzie jest pusto. Nad wejściem do uliczki wisi szyld "magiczne doświadczenia szamańskie", ach kusi mnie to. W powietrzu, w tej uliczce widzę wirujące płatki, jakby ktoś sypał z góry spalonymi kartkami papieru, to takie większe płatki. Wyciągam rękę by dotknąć, okazuje się że to tylko hologram. Decyduję się iść, skoro to tylko hologram i to nie dzieje się naprawdę. Gdy robię krok w przód, płatki zmieniaj kolor z popielatego na czerwień. W uliczce stoi 3 chłopaków, to 3 kapłanów voodoo. Kiedy robię krok, ich twarze zwracają się w moim kierunku.
Kolejna scena, te płatki zamieniaj się w krwawy deszcz, zaczynam się dziwnie czuć.
Kolejna scena, już wyszłam z uliczki. Trzęsę się ze strachu niczym galareta, drażą mi nogi, wymiotuję, straciłam swoje frytki, I w głowie kołacze mi myśl "Właśnie przeszłam test krwi".

środa, 3 września 2014

Ikariusz


Jestem z dwiema koleżankami. Jedna zawsze mnie wspiera i mi pomaga,
druga zaś "wszystko utrudnia".

Nagle przebiega obok nas dziewczyna twierdząc, że zbliża się Ktoś, kto poluje na jedną z nas. Szukają dziewczyny obdarzonej nadnaturalnymi zdolnościami, "siostry Pawełka". Żadna z nas nie ma zdolności paranormalnych i nie znamy żadnego Pawełka, ale dziewczyna mówi że "badają" każdą, zaś to badanie połączone jest z torturami i zawsze kończy się śmiercią (czy się posiada dar czy też nie).

Spanikowane uciekamy. Ja decyduję się uciekać oknami (jak zawsze w snach), "dobra" koleżanka wybiera inną drogą (dla zmyłki), za mną podąża ta druga, siedzi tylko i czeka aż ja rozwiążę problem (np. otworzę skomplikowany zamek itp.) potem idzie za mną.


Udaje mi się uciec do kolejnych pomieszczeń. W pewnej chwili "koleżanka" podchodzi do mnie i mówi że oni nas nie gonią, wiec ja już na spokojnie otwieram kolejne okno.

I właśnie w tym momencie, kiedy emocje opadły i się uspokoiłam do pomieszczenia wchodzi dwóch chłopaków, niemalże mdleję z przerażenia, koleżanka wskazuje na mnie i mówi "to ona". Jeden z nich zakłada mi kamienne kajdanki na ręce.


 Okazuje się że to nie ten Ktoś kto poluje, tylko jego Prawa i Lewa ręka ;)

Ten który zakłada mi kajdanki patrzy na mnie długo, jakby mnie badał spojrzeniem, mam wrażenie że pokochał mnie mocno od pierwszego spojrzenia i nie da mi zginać-nigdy.

Tłumaczę mu że nie znam żadnego Pawełka i że jestem najzwyczajniejszą dziewczyną na świecie. On mi mówi żebym się nie bała, pierwsze co zawsze robią to pobierają krew, krew może wskazać na specjalne zdolności danej osoby, ogólnie jest bardzo cenna w ich świecie. Trzyma mnie czule za rękę, gdy nagle dostaje od tego ważnego Ktosia sms, mówi mi że musi do niego oddzwonić i oddala się na moment. Krew pobiera ten drugi.


Pierwszy wraca, uspokaja mnie i mówi że do soboty mogę być spokojna (mam 3dni), bo dopiero wtedy będzie wynik badania. Teraz mam się przespać i odpocząć.

Chcę mu wytłumaczyć, że w tym stresie nie zasnę, ale zanim oni wychodzą już śpię.

Budzę się przed świtem, moje ciało jest gorące, spocone i promieniuje złoto-pomarańczowym blaskiem. Czuję w sobie ogromną moc. W celi w której mnie zatrzymali jest wyjście, jedna ze ścian złożona jest z kamiennych płyt, jak je poprzesuwam i poustawiam odpowiednio, to ucieknę. Problem w tym że jedna taka płyta waży tonę.
* cela była sześcianem 10m ściana
I nagle te kamienne bloki zaczynają drgać, chwilę później przesuwać się, to ja nimi steruję "podświadomie", moje świadome Ja nie chce uciekać i chce to powstrzymać, wszak do soboty jestem bezpieczna, ale to co robię z płytami dzieje się "poza mną", nie kontroluję tego. Już widzę wyjście, nagle do sali wkraczają oni, nie są sami, jest z nimi ten ważny Ktoś. W tej sekundzie cieszę się że jednak "się nie posłuchałam" i lotem błyskawicy uciekam.

Ostatni raz zerkam na tego "dobrego", ma kamienną twarz, ale mam wrażenie że "w duchu" skacze  z radości że uciekłam, nagle słyszę jego myśli "Mam na imię Ikariusz, jeszcze kiedyś się spotkamy i to szybciej niż myślisz, wciąż powtarzał: nie bój się, tylko spokojnie, jesteśmy ludźmi których "serce płonie ogniem"...


.. co ciekawe, rano włączyłam dosłownie na 3 min Vivę, zdążyłam obejrzeć "jednym okiem" teledysk (w trakcie pisania snu)




czwartek, 9 grudnia 2010

Sny z 8/9 grudnia 2010

Znów 3 ;)

1. Jestem w domku na wsi, mniej więcej w takim jak na Andrzejkach byliśmy, z podobną ekipą znajomych.. Rozmawiam z Łukaszem. Poruszamy jakiś egzystencjalny temat, życie, cierpienie, miłość.. Reszta ludzi mówi nam, byśmy się pośpieszyli, bo dom powoli się zapada i dodatkowo spadają na niego olbrzymie bele drewna. Już wszyscy wyszli a my wciąż gadamy. Nagle, orientujemy się, że drzwi zablokowane są przez to drewno i niektóre okna też.. Łukasz mówi, że czas się zbierać. Wychodzimy. Kiedy jesteśmy już na zewnątrz, wciąż chcę go o coś zapytać, ale nie potrafię sobie przypomnieć.. czuję niedosyt rozmowy...

2. Jestem na Ziemi, ale wygląda zupełnie inaczej.. ludzie powymierali, mieszkam na stacji badawczej. Stacja ta, jest połączona z druga stacją, w alternatywnym świecie. Połączone są one sznurem, ja go nazywam "pępowina". Prowadzimy badania. Aby dostać się do drugiego świata, należy zachować odpowiednią procedurę, najpierw wejść do przedsionka i zamknąć za sobą drzwi, potem jest komora ciśnień, potem w ścianę należy wbić olbrzymi nóż, należy go "uziemić" i "zjonizować" a potem go przekręcić... Na koniec zakłada się specjalny ustnik. Do drugiego świata mają wstęp tylko nieliczni.


Na pierwszej stacji badawczej żyją normalni ludzie, na drugim - nasze alter ego i tajemnicze zwierzęta. Dokładnie - dzikie koty: lwy, pantery, lamparty, tygrysy..
Mój sobowtór umarł w tamtym świecie, dlatego ja, udaję się tam osobiście... uwielbiam sam moment przejścia, olbrzymia siła jakby nas popychała do drugich drzwi ;) i trzeba się mocno trzymać tej rury - pępowiny.

Moja pierwsza wizyta w drugim świecie: Wrażenia - Świat jest jak nasz, tylko odbity w lustrze. Sam budynek mnie nie interesuje, bo wygląda identycznie, wychodzę na zewnątrz.

Widzę pozabijane zwierzęta, dzikie koty.. każde przebite jest nożem (olbrzymim, prawie jak samo zwierzę).. cierpię na ten widok, wszędzie jest pełno krwi.. Wszystko co umiera w tym świecie, zostaje dokładnie w tej pozycji na zawsze. Scena jest niesamowita, bo zwierzątka są w trakcie walki lub agonii.. idę na tył budynku, widzę swoje ciało zawieszone w powietrzu, jest niebiesko-fioletowe i tez przebite tym gigantycznym nożem. 
Patrzę dalej, na horyzont.. to pustynia i skały gdzieniegdzie.

Jestem przerażona tym co tu się dzieje. Moim zadaniem jest zapobiec temu..nie dopuścić do większych cierpień ludzi i zwierząt. Nie wiem jak się zabrać do tego.. Wracam do środka, część ludzi z drugiego świata mi pomaga a przed częścią z nich się ukrywam. 
Podróżuję więc między światami, ale każda podróż kończy się coraz gorzej dla mojego ciała.. zaczynam krwawić z nosa a potem z innych części ciała.. np raz moja lewa ręka wygląda tak, jakbym ją z wiadra krwi wyjęła.. czuję, że długo nie pociągnę, to ponad moje siły. Aż w końcu odkrywam kto za tym stoi.. jakiś nieznany nam mężczyzna i spycham go do piwnicy, zamykam drzwi by się nie wydostał. Reszta sobie z nim poradzi. 
Czeka mnie ostatnia podróż na moją stację badawczą, robię wszystko po kolei (motyw z przedsionkiem), kiedy jestem już w swoim świecie to mdleję (chyba z utraty krwi).. i się budzę.

3. Idę skrajem lasu, jestem nim zachwycona. Piękne stare drzewa, na nich liście - wszystkie żółte, pod stopami też jest pełno liści, pięknie świeci słońce, jest spokojnie i cicho, zaraz obok lasu płynie sobie leniwie rzeczka.. obok siedzą ludzie. Im bardziej zbliżam się do bramy ( z mojej prawej), tym bardziej bacznie mi się przyglądają. Wchodzę do bramy, mam odebrać swoje dzieci, w tym celu wchodzę do bloku jakiegoś i wspinam się wysoko po schodach. Dzieci wychodzą mi naprzeciw, zaczynamy schodzić, najpierw dzieci, potem ja, po drodze dołącza się mój brat i mama.. Na schodach pojawiają się przeszkody, dzieci przechodzą bez problemu a ja je usuwam, tak by przeszedł brat i mama..

Wychodzimy z budynku, idziemy na targ. Widzę tam dużo jabłek i kwiaty.
Podchodzę do kwiatów. Widzę flakon a w nim mnóstwo różowych serduszek kwitnie i jest jedna zwiędła róża. Wybieram kilka tych kwiatuszków serduszek.. mój brat wyciąga rękę, nagle widzę, że to nie jest flakon, tylko wąż trzyma w pyszczku te kwiaty, syczy na brata i nie chce ich mu dać... budzę się

czwartek, 2 grudnia 2010

Sny z 1/2 grudnia 2010

Miałam 3 sny, pierwszy i trzeci zapisałam od razu po przebudzeniu :) 2giego mi się nie chciało.. powiedziałam sobie, że zapamiętam ale nic a nic nie pamiętam :/

1. Jestem w mieszkaniu, długi korytarz, salon na końcu korytarza... (siedzimy w salonie skąd widać ten korytarz), widzę że są jeszcze 4 pokoje (odchodzą od korytarza), ale wszystkie drzwi są zamknięte..
Jest nas czworo w mieszkaniu, ja, jakaś dziewczyna i 2óch chłopków.. oni znają sztukę przepowiadania przyszłości i wywoływania duchów.. Nagle jeden z nich podchodzi do mnie i pyta: chcesz zobaczyć przyszłość swojej mamy? i podchodzi do pokoju na końcu korytarza.. ale ja się boję, bo Wiem, że coś strasznego tam zobaczę..i mówię do niego - nie, ale mogę zobaczyć twój palec (?) i on idzie powoli tym korytarzem do mnie i dotyka dłonią moich ust.. budzę się, Asia dotykała rączką moich ust przez sen ;)) 
(mały dreptuś gdzieś w 2-3h po zaśnięciu zawsze przychodzi do nas spać)


2. hm, tego nie pamiętam, niestety.. wiem, że był fajny i "prosty" do zapamiętania.. Dlatego nie zapisywałam.. no trudno, nauczka na przyszłość, by nawet bardzo krótkie i proste sny zapisywać..

3. Jadę pociągiem, jakąś klasą "najgorszą".. na samym końcu pociągu, jest tłoczno, mnóstwo bagaży, ludzi, ciasny korytarz.. zaczynam się przeciskać do przodu.... po jakimś czasie czuję różnicę.. korytarz nie jest już ciasny, ludzi prawie nie ma.. poznaję chłopaka (ze 30 lat ma) i strasznie mi się podoba. Ciężko opisać wygląd, jakieś nieco
dłuższe, ciemnoblond włosy, zawijają mi się na końcach..szczupły.. dużo się uśmiecha.

Okazuje się, że ma chłopaka, wygląda identycznie jak On, ale jakimś cudem ich rozróżniam ;).. Dostrzegam subtelne różnice...  on mnie bardzo nie lubi (ten drugi), bo wie, że się zakochałam w tym pierwszym.. spędzamy czas ze sobą  .. coraz bardziej lubię tego drugiego ;) on mnie też lubi coraz mocniej... Jesteśmy w trójkę nierozłączni..

Akcja przenosi się do jakiegoś miasteczka, mają tam swoją rezydencję, zdradzają mi, że są wampirami.. Zapraszają do siebie moją rodzinę (dokładnie ten 2, bo chce temu 1 się oświadczyć i zrobić przyjęcie niespodziankę).. W tym celu przenosimy się do mojego starego domu.. wiem, że mój tata był umierający.. przekonywał mnie, że mam moc uzdrawiania a ja mu mówię "nawet jak masz rację, to i tak nie umiem z niej korzystać" i uciekam.. widzę też mamę i obok niej karty tarota.. W każdym razie zabieram dzieci, męża i mamę na tę imprezę.

Kiedy idziemy do rezydencji (moja rodzina i ten 2), ja nagle czuję impuls by pobiec jako pierwsza.. kiedy wpadłam do środka zobaczyłam że ten 1 jest z dwoma mężczyznami, ma w dłoni pistolet i Wiem, że chce zabić tego 2. Mówi mi: Cicho i kładzie na ustach palec.. ja tak mocno tego drugiego pokochałam (żadnych erotycznych podtekstów, nic.. jak brata), że ryzykuję życie i wybiegam by go ostrzec..Krzyczę żeby uciekali.. Rozpierzchają się a ja uciekam swoją drogą.. 

Próbują mnie złapać wampiry.. tylko oni zabijają w inny sposób, mają skalpele i rozpruwają brzuch.. delikatnie i piją stamtąd cieknącą krew..
uciekam, znów jestem w pociągu, w łaźni, część z tych wampirów mi pomaga (pewnie zasługa nr2, część ściga - pewnie 1).. W każdym razie jakaś wampirzyca mnie dopada, ściąga ze nie ubranie i goli na łyso.. korzystam z momentu jej nieuwagi i uciekam, rzuca we mnie bronią .. jakaś gwiazda, bo się wciąż kręci i odbija w różnych kierunkach od ścian i podłogi.. na szczęście jakimś martwym ciałem się zasłaniam.. udaje mi się właz otworzyć i cała pobijana wyskakuję..jestem wolna.. Jestem znów w tym samym miasteczku, podchodzę do kiosku, bo chcę jakieś chusteczki kupić.. jestem cała we krwi.. cały czas jestem naga.. jakiś mężczyzna stoi obok i mówi ze zapłaci.. Potem mnie obejmuje i wznosimy się wysoko.. na jakiś dach, siadamy na nim a jemu się rysy twarzy zmieniają, okazuje się, że to mój mąż..
 :P



 Ta "gwiazda do rzucania" -  tak to nazwałam, nazywa się SHURIKEN, ta z mojego snu miała 8 ostrzy.. ponoć nie służyły one do zabijania lecz do ranienia podczas ucieczki.


Wyglądała jak ta na górze, pierwsza  z prawej strony..

środa, 24 listopada 2010

Dzisjaj sen o wampirach ;)

Dziś śniło mi się, że jestem w jakimś mieszkaniu (było niby moje, ale wyglądało inaczej.. miało dużo wąskich korytarzy np). 

Jest impreza i wszyscy piją, ja nie, czuję "pod skórą",  że coś się wydarzy.. Potem oni idą spać a ja dostrzegam coś za oknem.. widzę postacie które podlatują do okna i chcą "wejść" czuję, że są "złe"..

Biegam po domu i zamykam szczelnie okna, ale to nie pomaga.. łapię krzyż który stoi na komodzie, okazuje się, że one się boją krzyża, szczególnie kiedy go wyciągam do nich i odmawiam jakąś formułkę..  one "syczą" a potem znikają..