Idę z Agą wzdłuż drogi. Zepsuł nam się samochód. J., dzieci i bagaże zostały w domu A. (byliśmy w drodze na wakacje), zaś my idziemy pożyczyć samochód od "znajomego" Agnieszki. Dziwnie się idzie po tej ulicy, czuję nierówności pod stopami.
W końcu zerkam pod nogi. Cała ulica jest usypana z kamieni szlachetnych, cekinów, szklanych paciorków, mieni się wszelkimi kolorami. Pytam się A. "dlaczego". Okazuje się, że jest to związane z "legendą znad jeziora", które właśnie mijamy po prawej. Od razu zerkam na jezioro, jest przepiękne, właśnie jest zachód słońca i jezioro zalane jest falą światła. W tym jeziorze, mieszkają dwie złote ryby, które czasem wyskakują wysoko i wtedy spełniają życzenia, ale nikt ich nie widział od lat. Cała sytuacja dzieje się 'na zakręcie'. A. nie kończy opowieści, bo spotykamy tego znajomego i on nas prowadzi do swojego domu.
Kolejna scena, jesteśmy u niego. Mieszka w rezydencji i jest przeraźliwie bogaty. Mówi, że nam pomoże. Pokój jest tak duży, że mieści się tam traktor (wszystko dzieje się na wsi), on mówi "Ta, która jest piękniejsza, niech wsiądzie pierwsza". Tak mnie to zaskakuje, że zastygam w bezruchu, A. siada za kierownicę i jedzie po J., dzieci i bagaże. Ja zostaję z nim.
Jest jakoś drętwo, on jest strasznie zdystansowany, ale po jakimś czasie zaczyna nam się dobrze gadać. Okazuje się, że niedawno się zakochał, ale jego wybranka została uduszona linką wędkarską (we śnie widziałam zdjęcie, to była Katie Holmes).
Zbliża się burza, niebo ciemnieje i zbierają się chmury, trochę się boję o J. Dzwonię do niego i przypominam o bagażach ukrytych w kanapie. Właśnie wtedy, gdy kończę rozmawiać, rozlega się grzmot, zaś do pokoju wchodzi siostra "znajomego". Jest niezwykle piękna i bardzo wysoka, ma srebrne włosy ścięte na pazia i szare oczy (miały kolor rtęci). Aż mnie ciarki przeszły jak na mnie spojrzała. Odnoszę wrażanie, że mnie nie lubi, traktuje z dystansem, patrzy "z góry" (to akurat nie tylko wrażenie, a fakt ;)).
Gadamy, choć to ona bardziej drąży i wypytuje. Dowiaduję się kilku rzeczy. Dziewczyna jest czarownicą, taką 'z prawdziwego zdarzenia', to ona maczała palce w tajemniczej śmierci dziewczyny. To ona sprawiła że A. pokochała innego (nie jej brata, bo kiedyś 'mieli się ku sobie'). To ona ma złote ryby z jeziora. Widać, że bardzo kocha brata, ale miłością toksyczną i zaborczą. Stracili rodziców, jako starsza siostra, przejęła rolę matki. Próbuję jej powiedzieć jak to wygląda "z boku", ale nie muszę nic mówić, bo ona zna moje myśli.
Wchodzi jej brat, rozmawiamy we trójkę i napięcie opada. Burza przechodzi bokiem. Plan był taki, że tym ciągnikiem Chłopak zawiezie nas na dworzec, ale on mówi, że odwiezie nas samochodem na nasze wakacje. W tym momencie wchodzi J., oznajmiam mu "dobre wieści" i pytam czy zabrał bagaże z kanapy. Okazało się że nie i od razu zawraca.
Tymczasem ja, mówię że muszę wziąć prysznic, jeszcze zdążę przed powrotem J. Ta siostra do mnie mówi "Jasne, tylko nie zamocz sobie pieluchy" i mruga do mnie. Dziwię się, ale idę. Łazienka jest gigantyczna, ma wielkie lustra aż pod sufit, przeglądam się i już wiem "o co chodzi". Jestem ciemnoskórą staruszką, zmalałam, garbię się. Mam problemy z trzymaniem moczu i noszę pieluchę. Jeszcze przez chwilę czuję się jak 'młoda Ja', tylko wyglądam staro, ale w trakcie rozbierania zaczynam się "czuć" staro. Bolą mnie kości, czuję zmęczenie, nie mogę podnieść rąk do góry, czuję się "jak z krzyża zdjęta". Rozbieram się, została już tylko ta pielucha, patrzę na swój brzuch i piersi, stare, obwisłe, pomarszczone. Patrzę na twarz, oczy jakby 'za mgłą', mam krótkie, bardzo kręcone włosy (wciąż gęste i napawa mnie to dumą). Jestem już tak zmęczona, że rezygnuję z kąpieli. Ubieram się, w kurtce znajduje 200zł, przekładam je do portfela. Zerkam w lustro, już jestem sobą. Okazuje się, że to była tylko iluzja, taki psikus 'starszej siostry'.
Pędzę do nich ile sił, czuję że krew krąży w żyłach coraz szybciej, aż chcę krzyczeć z radości (doceniam to, że znów jestem młoda, silna, zdrowa). Na korytarzu wpadam na "znajomego", wprost w jego ramiona. Przytulam go z całych sił i dziękuję za wszystko, jestem wdzięczna (nawet za spotkanie siostry, która mi wiele uświadomiła). On mówi, że daje nam samochód na wakacje, jak będziemy wracać po nasze auto, to oddamy mu jego.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakręt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakręt. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 1 marca 2015
niedziela, 8 lutego 2015
7/8 luty
Dziś w nocy byłam w sanatorium, ale nie jako pacjentka. Mieszkałam tam z Asią (córeczka). W zamian za pomoc, dostałyśmy dach nad głowa i 3 posiłki dziennie. Asia jest zapisana do szkoły, to sanatorium dla "przewlekle chorych". Dzieci trafiają tu na długie miesiące a nawet lata. To olbrzymie uzdrowisko, w zasadzie miasto-uzdrowisko. Sanatorium składa się z sieci budynków, ma własny ogród warzywny, sad, bibliotekę, szkołę, basen, kino itp. Najbardziej chorzy przebywają w szpitalu-molochu, każde piętro to inny odział; inny przedział wiekowy. Jest też sekcja dla 'mniej' chorych, przebywają oni w domkach przyszpitalnych, maja niemal "domowe" warunki. Na naszej ulicy, mieszkają pracownicy szpitala: pielęgniarki, lekarze, pomocnicy, hydraulicy, sanitariusze, nauczyciele, kucharki itp.
W miasteczku dzieje się tu coś dziwnego.
Mieszkańcy, zarówno pacjenci jak i pracownicy, giną w tajemniczych okolicznościach.
Sen zaczyna się, gdy jestem na sali gimnastycznej, wpada tam młody mężczyzna, w ręku ma broń. W panice wspinamy się na drabinki przy ścianach. Koleżka obok mnie, stoi przodem do niego, ja stoję tyłem do sali. Ona mi szeptem relacjonuje co on robi. A robi coś bardzo dziwnego, podchodzi do każdej z nas i dotyka np. stopę, łydkę, kolano, udo, dłoń itd. Kiedy podchodzi do mnie, sięga do pośladków (jako jedyna stanęłam do niego tyłem). Dotyk ma niezwykle czuły i delikatny. W zasadzie głasnął mnie przez materiał dżinsów, ledwo co poczułam. Kiedy zerkam na niego, on mówi, że wróci tu wieczorem, zaś my, mamy mu "kogoś poświecić", ma być to ktoś, kto "ma do zaofiarowania najwięcej". Wychodzi. Pierwsze co robię, to pędzę po Asię, do szkoły. Jest w innym budynku. Jest zima, śnieg, biorę sanki żeby było szybciej. Powoli zapada zmrok, mijam coraz mniej ludzi, aż w końcu idę zupełnie sama. Mam zamiar uciec. Kolejna scena, zakładam A. kombinezon i sadzam na sanki (wygląda jakby miała 3latka). Zauważam że już niemal wieczór, zaraz wybije wyznaczona godzina i pojawi się mężczyzna. Zastanawiam się kogo wybrali na ofiarę. Boję się że to mogę być ja, przyśpieszam. Niemal biegnę ciągnąc Asię za sobą. Ona jest zaś dziwnie zmęczona, bardzo szybko zasypia. Żałuję że nie wzięłam dla niej koca, jeśli nam się uda, to czeka nas długa droga. Kiedy już znacznie się oddalamy, przypomina mi się, że nie zabrałam czegoś "niezwykle ważnego". Biję się z myślami, co robić? Zawracam, muszę "to" mieć. Spieszę się tak bardzo, że na zakręcie A. wypada z sanek. Jest tak zaspana, że natychmiast zasypia ponownie .... koniec snu, zadzwoniła mama i mnie obudziła ;(
W miasteczku dzieje się tu coś dziwnego.
Mieszkańcy, zarówno pacjenci jak i pracownicy, giną w tajemniczych okolicznościach.
Sen zaczyna się, gdy jestem na sali gimnastycznej, wpada tam młody mężczyzna, w ręku ma broń. W panice wspinamy się na drabinki przy ścianach. Koleżka obok mnie, stoi przodem do niego, ja stoję tyłem do sali. Ona mi szeptem relacjonuje co on robi. A robi coś bardzo dziwnego, podchodzi do każdej z nas i dotyka np. stopę, łydkę, kolano, udo, dłoń itd. Kiedy podchodzi do mnie, sięga do pośladków (jako jedyna stanęłam do niego tyłem). Dotyk ma niezwykle czuły i delikatny. W zasadzie głasnął mnie przez materiał dżinsów, ledwo co poczułam. Kiedy zerkam na niego, on mówi, że wróci tu wieczorem, zaś my, mamy mu "kogoś poświecić", ma być to ktoś, kto "ma do zaofiarowania najwięcej". Wychodzi. Pierwsze co robię, to pędzę po Asię, do szkoły. Jest w innym budynku. Jest zima, śnieg, biorę sanki żeby było szybciej. Powoli zapada zmrok, mijam coraz mniej ludzi, aż w końcu idę zupełnie sama. Mam zamiar uciec. Kolejna scena, zakładam A. kombinezon i sadzam na sanki (wygląda jakby miała 3latka). Zauważam że już niemal wieczór, zaraz wybije wyznaczona godzina i pojawi się mężczyzna. Zastanawiam się kogo wybrali na ofiarę. Boję się że to mogę być ja, przyśpieszam. Niemal biegnę ciągnąc Asię za sobą. Ona jest zaś dziwnie zmęczona, bardzo szybko zasypia. Żałuję że nie wzięłam dla niej koca, jeśli nam się uda, to czeka nas długa droga. Kiedy już znacznie się oddalamy, przypomina mi się, że nie zabrałam czegoś "niezwykle ważnego". Biję się z myślami, co robić? Zawracam, muszę "to" mieć. Spieszę się tak bardzo, że na zakręcie A. wypada z sanek. Jest tak zaspana, że natychmiast zasypia ponownie .... koniec snu, zadzwoniła mama i mnie obudziła ;(
Etykiety:
broń,
córeczka,
dotyk,
drabina,
mężczyźni,
ofiara,
pośladki,
poświęcenie,
sala gimnastyczna,
sanatorium,
sanki,
sen,
szpital,
wieczór,
zakręt,
zapomnieć coś,
zima
niedziela, 25 stycznia 2015
Nas troje
Pochodziliśmy z jednego klanu. Ja , J. i X. To była jakaś osada nad rzeką. Co dzień musieliśmy się liczyć z tym, że woda nas zaleje. Życie tam nie oszczędzało, wymagało nakładu sił i ciężkiej pracy, ciągłej gotowości na zmaganie się z żywiołem. Rzeka była potężna. Nasze domy, specjalnie zbudowane, na takich długich, drewnianych palach, były z drewna, ale podstawa domu wyłożona była ciasno ułożonymi kamieniami. Niedaleko, na wysokim wzgórzu był cmentarz. Lubiłam tam chodzić, zawsze panowała tam cisza i było tak spokojnie, jakby to był zupełnie inny świat. Raz w miesiącu, wszyscy mieszańcy osady, odprawiali tam rytuał. Chodziliśmy wyznaczoną ścieżką między grobami. Podziwiałam przepiękne rzeźby.
Kolejny sen. Wychodzę ze swojego starego domu, a raczej uciekam przed czymś. Orientuję się że mam rolki i poruszam się znacznie szybciej. Na zakręcie ulicy spotykam robotników, wylewają nową nawierzchnię. Nie bardzo wiem jak ich obejść na tych rolkach. Po ulicy nie przejadę, chodnik zablokowany, zaś rolki po trawie nie jadą i boję się, że mnie to spowolni. Kiedy tak myślę, co dalej, pojawia się jakiś chłopak. Bierze mnie "pod pachy" i sadza na wóz. To wóz cygański. Czuję lekki niepokój, bo oni wszyscy są połączeni więzami krwi, ja zaś "odstaję". Szybko się okazuje, że niepotrzebnie tak się czuję, przyjmują mnie jak "swoją". Szczególnie matka chłopaka.
W ogóle, wszyscy są bardzo mili, rozmowni, uśmiechnięci, życzliwi.
Jakiś czas później, chłopak proponuje mi ślub, zgadzam się, bo kocham go z całego serca. Jeszcze tego samego dnia, przybywa jego starszy brat. Widać że są ze sobą bardzo związani, niestety mam wrażenie że "stanęłam między nimi", bo ten drugi intensywnie mi się przygląda.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


