Sen1
Jestem w bibliotece akademickiej. Jest późna pora więc jest niewiele osób, światła są przygaszone. Jestem na konferencji dotyczącej Mitycznych Krain, właśnie wpadła mi w ręce niezwykle rzadka księga. Jest bardzo gruba, oprawiona w czarną skórę. Ma śnieżnobiałe, cienkie kartki pokryte drobnym druczkiem. Pełna jest rycin i map.
Kształt krainy o której czytam nieco przypomina Włochy (jest dosyć długa i wąska), to wyspa i nazywa się JOLDEA. Mieszkańcy krainy wierzyli, że pod nią jest lustrzane odbicie wyspy, na której mieszka ich alter ego/sobowtór/bliźniak. Ta druga kraina nazywa się AEDLOJ.
To równoległy wszechświat, alternatywna rzeczywistość. Mieszkańcy uważali, że to, czego nie robimy w tym świecie, to co przerywamy, z czego rezygnujemy, jest kontynuowane w alternatywnej rzeczywistości i odwrotnie, czasem w tym świecie się na coś decydujemy a w tamtym-nie. W obu światach mamy wolną wolę, stąd przeróżne scenariusze.
Sen2
Jest noc, właśnie wysiadłam z pociągu i idę w kierunku bloków. Wracam z konferencji ze snu nr 1 snu ;) J. (mąż) miał po mnie przyjść, ale pisze że się spóźni. Jestem objuczona niczym wielbłąd, ciężki plecak, walizka i torba podróżna przez ramię - wszystko wypchane książkami. Nie chce marnować czasu na czekanie na niego i kieruję się w stronę domu. Spotykam 3 chłopaków, proponują pomoc. Wszyscy są bardzo sympatyczni, jeden z nich bardzo mi się podoba, propozycja jest niezwykle kusząca i w zasadzie nie mam powodu by odmówić, ale przeżywam tzw. deja vu, coś mi mówi, że to już sie wydarzyło i w głowie kołacze mi myśl "nie", odmów. Odpowiadam grzecznie, acz stanowczo: dziękuję, ale mieszkam tuż za rogiem, poradzę sobie. Oni ponawiają propozycję x2: czy aby na pewno?, ale jestem nieugięta, odchodzą.
Sen3
Początek taki sam jak sen2, aż do propozycji chłopaków, tym razem nie czuję deja vu, ani nie czuję jakiegoś dyskomfortu psychicznego. Jest mi ciężko, wiele godzin siedziałam w ciasnym przedziale, jestem zmęczona i z radością przyjmuję propozycję. Dwóch chłopców szybko się odłącza, mają być najpóźniej o 23.00 w domu. Pomaga mi ten, który podoba mi się najbardziej. Po odejściu kolegów, on od razu zaprasza mnie do siebie na herbatę z jaśminem. Uwielbiam herbatę :)
Kolejna scena, siedzimy u niego, popijam herbatę, ma genialny pokój wypełniony książkami, przytulną kanapę w takiej śmiesznej wnęce oraz duży telewizor z mega kolekcją filmów obok. Wypijam herbatę, on odprowadza mnie do domu. Bardzo dobrze nam sie gada, więc umawiamy się na następy dzień.
Te kilkanaście minut zmienia moje życie, choć jeszcze o tym nie wiem.
We śnie mam męża (J.), ale nie mamy dzieci, obydwoje mamy swoje kariery. Ja piszę doktorat i jakieś teksty, on pracuje w firmie, widzimy się o poranku a potem dopiero na później kolacji, koło 20.00. Jesteśmy po 30tce, chłopiec którego poznaję właśnie zdał maturę i dostał się na studia MISH (myśli o antropologii, literaturze, psychologii). Jest młodszy ode mnie o dekadę.
Potem zaczyna się ciąg spotkań, co dzień, gadanie, wspólne czytanie, oglądanie filmów, zawsze herbata i tak, krok po kroku zbliżamy się do siebie, coraz bardziej lubimy. Pewnego razu zwijamy się ze śmiechu na jego kanapie i uderzamy się mocno czołami, w tym momencie mam silne deja vu, to już było!, znów czuję impuls by uciec bo coś jest nie tak. Odskakują jak oparzona, mówię mu że to koniec naszej znajomości i tak nic z tego nie będzie i wybiegam. Po drodze biorę jego biało-niebieski gruby sweter, na pamiątkę.
Jeszcze tego samego dnia, gdy wracam z zakupów widzę J. jak stoi w progu i trzyma ten nieszczęsny sweter zmięty w kulkę. Patrzy na mnie takim dziwnym wzrokiem i pyta: od kiedy trwa ta znajomość? Próbuję mu tłumaczyć że jest już skończona, poza tym, nic się między nami nie wydarzyło. J. jest jak skała, niewzruszony. Cokolwiek mówię, nie chce nawet słuchać...
Czy mamy jeszcze szansę ocalić nasz związek? Coś mi mówi że tak, wszak miałam deja vu, jest jeszcze szansa, no bo co by było gdybym w innej rzeczywistości jednak tam została.. chyba po jabłkach.. a może przerodziło by się to w długoletni romans (J. nie odkrył by swetra) a może jeszcze coś innego np. w innej rzeczywistości J. dotarłby na dworzec lub ja bym na niego cierpliwie czekała... nieskończoność scenariuszy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą księga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą księga. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 7 lipca 2014
czwartek, 11 listopada 2010
3 sny, standard :)
1.-
1.Szukaliśmy z J. (mąż) mieszkania.. ja widziałam duchy i żywioły (ich personifikacje).. w każdym z oglądanych miejsc, początkowo nic mi nie robiły, tylko przyglądały się, potem zaczęły mnie dotykać (ten dotyk to jakbym była porażona prądem, czerpały w ten sposób ze mnie energię). J. ich nie wdział.. bym we śnie mój sobowtór, aby nie cierpiał jak ja (ból fizyczny był okrutny).. wskoczyłam do toalety i to pomogło.. zniknęłam im z z oczu.. jak wyskoczyłam rurą, to od razu wzięłam prysznic i się umyłam ..
2.Byłam sztyletem w czyjejś kieszeni, czułam swój ciężar.. i zimny metal.. mega dziwne uczucie..
3.Śniło mi się, że przechodzę przez przejście dla pieszych i widzę kalekiego mężczyznę (nie ma ręki i jednej nogi).. nagle poczułam, że mam moc uzdrawiania, kładę mu ręce na ciało a on zdrowieje.. mówi, że teraz będzie zabijał, bo do tej pory nie miał takiej możliwości.. Ma pistolet w kieszeni i chce zacząć ode mnie.. uciekam, ludzie też, jest nas dużo ukrywam się w tłumie..Wchodzimy na olbrzymie, kamienne klocki i siedzimy tam dosyć długo.. ja się wciąż przemieszczam, przeskakując z klocka na klocek, bo on mnie szuka w tłumie.
Nagle mówi: „zapraszam wszystkich na ciastka i mleko.. chcę zabić tylko jedną osobę" (wszyscy wiedzą, że mnie..). Ludzie zeskakują, ja też bo chcę z tłumem iść.. a nie zostać sama na bloku kamiennym.
Rozpierzchają się we wszystkie strony, widać też, że nie do końca mu ufają..
Skręcam w boczną uliczkę, widzę na ziemi bardzo piękne, wygrawerowane lustro o gładkiej powierzchni (takie do dłoni), przyjemne w dotyku i ciężkie.. wiem, że jest cenne. Dostrzegam drzwi.. takie malutkie dosyć, trzeba się bardzo schylić by wejść (jak 1/3 mnie).. otwieram je, wiem że za drzwiami jest ktoś kto pomoże…
Widzę, że pomieszczenie musi mieć dużo niżej podłogę, jest wypełnione szarą, płynną masą. Jak basen, tylko że zamiast wody jest ta dziwna masa. Podchodzi ktoś do mnie, pokazuję mu lustro i proszę o pomoc. Prowadzi mnie na środek pokoju, jest olbrzymi.. rozglądam się nieco.. ma np. malowidła na ścianach.. sporo ludzi "pracuje".. mają szczotki czy grabie.. i wciąż tę masę mieszają..kiedy czekam, jakaś kobieta wchodzi tymi drzwiami co ja, jest z urną.. najpierw rozmawia z kapłanem a potem wysypuje prochy..
Orientuję się, że ta Masa, to prochy zmarłych wymieszane z wodą.. niemal w tym samym czasie, co widzę kobietę podchodzi do mnie zmarły dziadek, ma uśmiech na ustach mocno mnie przytula i mówi że będzie dobrze (za życia bardzo kochałam..To przytulenie się daje mi ukojenie.. i silę), dziadek bardzo szybko odchodzi, za szybko jak dla mnie. Zaraz potem podchodzi do mnie ktoś Ważny, wygląda zupełnie normalnie.. może ciut grubszy i starszy od reszty, ale wiem że jest silny, inni traktują go z szacunkiem. Podaję mu lustro i słucha mojej historii.. mówi, że ściga mnie ktoś, kto miał się „inaczej urodzić”. i ma „lodowate serce”. Odchodzi na moment, w tym czasie zaczyna się jakiś obrzęd- rytuał.. Zbierają się ludzie i zaczynają tańczyć w specyficzny sposób np. dużo podskakują i trzęsą się.. ja się przyłączam.. chociaż widzę, że komicznie mi wychodzi, to wiem że "tańczący" są zadowolenie że dołączyłam.
Kiedy taniec się kończy idziemy do dziwnej krainy.. jak za danych czasów, kolory są bardzo wyblakłe, chodzimy po wodzie (ulice są wypełnione wodą jak w Wenecji). W myślach pytam, co to za miejsce.. słyszę czyjąś myśl, że to kraina Zapomnianych Miejsc.. kiedyś istniała, dziś już nikt o nie nie pamięta. Dowiaduję się, że miejsce w którym jesteśmy są wszystkie myśli ludzi.. wspomnienia i wyobrażenia..
Nagle, grupa w której jestem ciaśniej mnie otacza.. wypychają mnie jeszcze bardziej naprzód, ja w środku, po moich obu stronach dwoje ludzi.. czuje wielki strach…
Zmienia się otoczenie i muzyka jest inna, bardziej „agresywna” jakieś bębny słychać.... pojawiają się przed nami czarownicy voodoo, są straszni, czarne twarze (ale białe..nie wiem jak to opisać), białe paski narysowane na ich ciałach.. czuję niepokój swojej grupy i wiem, że to „trudna kraina” do przebycia. W myślach słyszę, że magia voodoo, ma najsilniejszą moc.. musimy ja przekroczyć jeżeli chcę korzystać z ich czarów.. Oni wciąż podchodzą bliżej a my przyśpieszamy.. widać już drzwi do których idziemy.. przed samymi drzwiami jakiś chłopiec podbiega do mnie i coś mówi..czuję, że mam mu coś dać.. sięgam po pierścionek z ametystem (swoją drogą może tydzień temu założyłam.. choć mam go od lat) i podaję go, chłopiec się uśmiecha, wszyscy oddychają z ulgą..
Wchodzimy przez drzwi.. ciasnymi schodami na piętro.. leży tam olbrzymia księga, ma pożółkłe kartki .. widzę piękne, ręcznie wykonane rysunki i opisy obok.. nasz czar, okazuje się być prosty.. pewną substancję (płyn, bardzo blady, żółty kolor) należy wlać w odpowiedniej proporcji do małego blaszanego naczynka w kształcie prostokąta o opływowym kształcie.. pięknie to pachnie, jak zioła i kwiaty.. Przelewają to a substancja szybko zastyga (wygląda jak masło, choć masa jest wciąż jest plastyczna i mięciutka), mówią mi że mam się już nie martwić, moja rola się skończyła..teraz będzie walka.... Koniec snu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





