poniedziałek, 7 września 2015

Co u mnie za oknem + sen


U mnie takie widoki:)

Tęcz było aż 3, ta 3 szybko zniknęła

Do tego wszędzie ptaki - kocham ;)

Widok z kuchni

Pyza



Tytus

Julka

Kilka zdjęć z poprzednich wakacji, były zupełnie inne niż tegoroczne .. ;)
Ale równie piękne...







No i w końcu, mój sen.


Śnił mi się zmarły dziadek. Jego mocny uścisk dający ukojenie. Mówił by nic się nie martwić o ciążę i maleństwo. Powtarzał, że wszystko będzie dobrze. Powiedział też, że będzie dodatkowym "opiekunem" tego dziecka,
bo tego głęboko pragnie, jest mu szczególnie bliskie. 
Był bardzo szczęśliwy, mówił że już może przychodzić po dusze zmarłych. Dodał, że dlatego babcia (jego żona), żyje tak długo (ma już 90 lat), bo on "uprosił", ze chce przyjść po nią. Widziałam też datę na kartce 4.02
czwarty luty, drugi kwietnia?

piątek, 4 września 2015

Idą zmiany....


U nas dziś deszczowo ;)
Kocham deszcz, późne lato i jesień to moja ulubiona pora roku.
We wrześniu zaczyna się wszystko to, co kocham najbardziej: rutyna, obowiązki, powrót do szkoły.. ciekawe czy mój Księżyc w Pannie macza w tym palce?

Galeria

Poniżej kilka zdjęć z wakacji.. Dzieci, to mój największy skarb i duma 
a już niedługo przybędzie nam trzecie szczęście

Olek i Asia









Przed naszą rodziną wiele zmian!
Trzymajcie kciuki.
Kocham ten stan :)
Asia urodziła się późnym latem ;)

Termin na kwiecień :)

środa, 8 lipca 2015

Jezus moim przyjacielem

Miałam sen jak w tytule posta. Kupowaliśmy nowe mieszkanie, tego dnia wybrałam się by obejrzeć postępy budowy (dopiero zaczęli budować osiedle). Był przy mnie mój najlepszy przyjaciel - Jezus, zaś jemu jego towarzyszył wiemy pies. W ogóle, zapoznaliśmy się przez jego psa (kręcił mi się koło nogi na tyle długo, że On-właściciel podszedł).
Impulsywnie porównałam nasze horoskopy i ta dam:


W drugiej części snu prowadziłam autobus (jechałam do Warszawy).

czwartek, 19 marca 2015

Upadłe anioły tracą skrzydła

Sen:

Szybuję nad miastem. W zasadzie to ruiny i zgliszcza, nie ma co oglądać. Miasto jest zrównane z ziemią. Wszystko jest zniszczone i przysypane popiołem. Wszystko tonie w odcieniach szarości i niebieskiego/granatu. Miasto jest wyludnione, zionie pustką. Wiem, że to Miasto Jęku i Rozpaczy. Po jakimś czasie, dostrzegam postać, leży skulona na ziemi, jest w pozycji embrionalnej. Zastanawiam się Kto to? Słyszę głos w myślach: to upadły anioł. Za karę, odebrano mu skrzydła i stał się człowiekiem (to jednocześnie zaszczyt i kara). Takie inkarnowanie jest niezwykle rzadkie, ale możliwe, bo każda istota, może się zmienić w dowolnym momencie swego życia, musi tylko tego mocno pragnąć. Tylko Te 'anioły', które trafiły na ziemię jako 'człowiek' mają szansę na zmianę swojego losu, bo tylko w 'ludzkim ciele' można odkupić swoje winy.

Skrzydła 'zostały odebrane' większości z aniołów upadłych; cześć z nich, straciła je, przy przekraczaniu ziemskiej atmosfery. (spaliły się). Każdy upadły anioł jest Inny, tak jak ludzie są różni (są anioły piękne i brzydkie, ponętne i odrażające, wyglądają jak człowiek lub są hybrydami, przybierają wygląd zwierząt znanych i nieznanych, mają wygląd poczwar lub wygląd niepodobny do niczego).
Nie wszystkie są 'złe' i nie wszystkie pragną złego.

Wszystkie 'upadłe anioły', musiały dokonać wyboru "zgodzić się ze słowami Boga lub nie". Te, które stanęły w opozycji lub zdradziły, zostały zdetronizowane, stało się to 'na równi' z tymi, którzy nie zgadzali się tylko z 'jedną myślą Boga'. Nie wszystkie upadłe anioły, to diabły czy demony. Cześć z nich, towarzyszy człowiekowi,  bo chce Jego "wzrostu ducha": podsyłają one mądre myśli, są przejawem geniuszu, inspirują do działania, pomagają w razie potrzeby. Niekiedy objawiają  się w postaci drugiego człowieka - bliźniego. Tak najszybciej wypełniają swą pokutę.

Ogólnie, decyzja Boga, niektórym Aniołom wydawała się 'krzywdząca', bo Bóg zadziałał na zasadzie: "jeżeli nie jesteś ze mną, to jesteś przeciwko mnie". Te, które się nie zgodziły się z jego słowami, zostały strącone.

 Niektóre z upadłych aniołów, są złośliwe, inne psotne, jeszcze inne przerażające, niektóre są bardzo groźne, niektóre pomocne. Cześć z nich zna tajemnice świata, cześć z nich zna przeszłość i przyszłość, niektóre kłamią, niektóre mówią tylko prawdę. Są takie, które pożądają ziemskich kobiet i takie, które pożądają ziemskich mężczyzn; są takie, których to w ogóle nie interesuje. Mogą  mieć władzę nad żywiołami: przynoszą ulewne deszcze, sprowadzają burze, tsunami, lawiny, wywołują pożary, powodują susze, sprowadzają choroby. Cokolwiek robią, "pragną mieć władzę", choć nie wszystkie są nieprzychylne ludziom. Najczęściej 'chcą rządzić' i pokazać, że człowiek jest "słabą istotą" czy też "'istotą niedoskonałą". 

Większość z upadłych aniołów, jest "głodna nieprzyjemnych emocji". Zamieszkują każde środowisko. Miejsca odludne jak: głębiny morskie, wulkany, pustynie, góry, lasy, źródła rzek, jeziora. Pojawiają się w ludzkich siedzibach: w domach, na podwórkach, na placach, w sklepach, w szkołach, w barach, w miejscach pracy, na cmentarzach. W zależności od tego - gdzie zostały 'zrzucone'/gdzie spadły - tam już zostały, są przywiązane do miejsc. Choć nie wszystkie, te "bardziej potężne", przyciągane są przez 'określone emocje' np. gniew, zazdrość, lęk, strach, smutek, przerażenie, urazę, zemstę, pożądanie itp. Cześć z nich,  zamieszkuje tereny, gdzie wydarzyła się jakaś tragedia np. nieszczęśliwy wypadek, gwałtowna śmierć, morderstwo. Cześć pojawia się  tam, gdzie człowiek 'ma kłopoty' lub nie wie jak postąpić, staje w obliczu "wyboru".

Ich wygląd różni się, w zależności od terenu, na jakim przebywają lub w zależności od emocji/czy działań, jakich łakną (obżarstwo, pożądanie, śmierć). Niezwykle rzadko się ukazują i kiedy już to robię, mogą przyjąć zupełnie inne oblicze. Najczęściej pojawiają się w wizjach i snach, rzadko widoczne są 'na jawie'.

Niektóre, nie posiadają mocy, niektóre zaś mają wielką moc. Każdy ma swoje imię i pewne cechy charakterystyczne, każdy ma jakąś słabość/czy ograniczenie i 'coś', w czym "jest dobry". Na ziemi pozostaną tak długo, jak długo istnieć będzie człowiek.

Chcesz wiedzieć czy upadły anioł jest blisko Ciebie?:
...  będziesz doświadczał licznych wątpliwości,  oraz omdleń.. 

To wszystko 'słyszę' w ułamku sekundy.

Chcę zobaczyć tego anioła z bliska, próbuję wylądować koło niego, choć jest mi trudno. Coś mnie wciąż 'hamuje',
jakiś 'pęd powietrza' wciąż unosi mnie do góry. Dostrzegam, że inna postać, próbuje robić to samo co ja - i robi to efektywnie.
Kiedy ten ktoś, dociera do "anioła", obejmuje go czule. Ja zaś rezygnuję i lecę dalej. Chcę znaleźć 'swojego' anioła.

Ostatnie zdanie słyszę tuż po przebudzeniu, słowa brzmi:ą "Wszystkie istoty stworzone przez Boga, są bardzo ograniczone w swojej wolności". Kolejne słowa: najbliższa Panu jest Pokora, jeżeli pragnie się zbawić dusze innych, trzeba cierpieć, lub należy być wydanym "na pokuszenie". Ofiara jest największa.

Dziwny sen, zważywszy na to, że do katolicyzmu podchodzę jak do jeża...




niedziela, 15 marca 2015

Projekt "HEAVEN"

Wybrałam się na koncert. Było tam sporo studentów i profesorów z mojej uczelni. Stałam z grupką  4chlopaków i pokazywałam im jak się chodzi po suficie. Oni mnie podsadzili na paletę, ja zaś podniosłam ręce do góry a obok nich postawiłam nogi (trzymały się sufitu jak magnes) i puściłam ręce. Zaczęłam chodzić po suficie. Zwróciłam uwagę kilku pań z grona profesorskiego. Widziałam że szepczą pomiędzy sobą.

Kolejna scena, wychodzę z imprezy. Już jest po koncercie, teraz miała nastąpić jakaś oficjalna "impreza", ale nie bardzo mnie to interesowało, więc wyszłam. Jest noc, jestem w mieście, latarnie świecą mocno. Słyszę że zbliża się do mnie grupka mężczyzn, coś do mnie krzyczą i idą coraz szybciej. Zaczynam uciekać. Oni się rozdzielają, na mój trop wpadł tylko jeden z nich. Kiedy rzuca we mnie długim nożem, to zaczynam się bać o swoje życie. Wkraczam w mniej oświetlona uliczkę, jest wąska, pełna ciasno umieszczonych mieszkań. Zauważam w ścianie papierowe pudło/karton. Nie ma czasu do namysłu, wyciągam ten kartom i przeciskam się, potem ponownie stawiam pudło na swoje miejsce.

Rozglądam się. Jestem w warsztacie krawieckim. Jest nietypowy, bo wypełniony książkami. Przy maszynie do szycia siedzi Pani z grona profesorskiego. Wita mnie przyjaźnie i nieco dziwi: jak do niej trafiłam? Twierdzi że dobrze się stało, gdyż mój brat potrzebuje pomocy.

Chodzi o tę oficjalną cześć imprezy z której 'się zmylam', dotyczy ona projektu "Heaven".
Mówi, że nie ma czasu na wyjaśnienia i każe iść za sobą.

Jesteśmy w pokoju, jedna ze ścian jest falującą mgiełką. Moim zadaniem jest przekroczyć tę ścianę i "stwarzać świat" swoimi myślami. Kiedy ja przekroczę ścianę, mój brat "dostanie do ręki" coś, co pozwoli mu się wydostać. Za każdym razem jest to 'coś' innego, dana osoba ma "wykombinować" co robić, jak wykorzystać tę rzecz, gdzie się udać, jak się wydostać z tego świata...

Kiedy przekraczam tę dziwną materię, przez ułamek sekundy, 'oczyma umysłu'  widzę swojego brata. Ma kłopoty, pojawiłam się w ostatniej chwili. Brat dostaje dwa srebrne jajeczka, wielkości śliwki węgierki i wkłada je sobie do oczu. Jest bezpieczny.

Znajduję się na leśnej ścieżce. 'Przeradzam' ją w szeroką, piaszczystą drogę prowadzi ona do wioski. Zaczynam od czegoś "prostego". Dodatkowe drzewa, "przeniesienie słońca" dokładnie 'nad siebie'. Dom nieopodal. Zaprojektowałam go dokładnie, to niewielki domek z gankiem, tuz obok ogród pełen pachnących kwiatów. Dom widzę tylko z daleka, nie sprawdzam jak wygląda w środku. Decyduję się "stworzyć" coś trudniejszego.

Pragnę mieć pod stopami ocean. Patrzę w dół, mam pod stopami ocean, przez chwilę czuję niepokój (że moje stopy się zanurzą, ja zatonę). Myślę więc, że chcę chodzić po oceanie, jak Jezus chodził po wodzie. Idę, jest to tak fascynujące że idę dosyć długo. Woda jest bardzo czysta, ciemnoniebieska. Chcę bardziej 'spienionej wody' i tak się staje. Po chwili chcę chodzić po plaży, chcę czuć piasek i kamyczki pod stopami. Tak się dzieje. Widzę przed sobą latarnię morką, a w zasadzie 3 latarnie. Dwie mniejsze są poskręcane niczym stare drzewa. Zaś trzecia jest "gruba" i wysoka. Wchodzę do środka. Znam to wnętrze, już tu kiedyś byłam. Na dole jest niewielki przedpokój z piecem ogrzewającym budynek, są dwa wejścia: do kuchni i salonu. Na górze jest łazienka i 3 sypianie. W piekarniku znajduję wiadomość. To szyfr, wkładam kartkę do kieszeni i wychodzę.

Kolejna scena, jestem z mamą i czekamy na autobus. Podjeżdża niemal natychmiast. Kolejna scena - wysiadamy, to ostatni przystanek. Zaczynam rozmawiać z kierowcą, we śnie mam 19 lat (niedawno zaczęłam studiować), kierowca jest po 40tce. Moja mama już tu kiedyś była i oddala się by "coś sprawdzić". Ja za wdaję się w pogawędkę z kierowcą. Jest bardzo sympatyczny. Przyglądam mu się, ma spore zakola, brązowo-siwe włosy, jest niewysoki i ma "brzuszek", choć jest szczupły. Dowiadują się, że jest sam, nie ma żony ani dziewczyny i całe życie był sam - ale nie czuje się samotny. To wyznanie sprawia że go przytulam. Jego łzy moczą mi koszulkę. Kiedy jesteśmy "na zakręcie" widzę przepiękne, dorodne truskawki. Jest ich tak dużo, że to 'fizycznie' niemożliwe jak na taki krzaczek. Niestety nie zdążyłam żadnej zjeść, wraca mama. Ona teraz gada z kierowcą, ja zaś zauważam biblioteczkę. Mebelek stoi niedaleko owych truskawek, ale kiedy dostrzegam książki - owoce mnie już nie interesują. Przeglądam je, większość jest bardzo stara, to podręczniki szkolne, zeszyty ćwiczeń. Kiedy przeglądam jeden z nich, wydaje się być dziwnie znajomy. Po chwili "odkrywam" że to mój zeszyt ćwiczeń z zerówki. Jestem "pod wrażeniem", już wtedy pięknie pisałam, kolorowałam, rysowałam, odpowiadałam pełnym zdaniem itp.

Mama mnie ponagla, musimy iść. Docieramy do miejsca gdzie gromadzi się bardzo dużo ludzi. Rozdzielam się z mamą. Nie lubię tłumów, więc idę w przeciwnym kierunku. Przed sobą widzę świątynię, prowadzi do niej chyba z milion schodków. W zasadzie nawet nie widać tej świątyni, tylko te schodki, które pną się wysoko do góry. Po bokach stoją rzeźby bogów i bogiń, sfinksy, gargulce i inne zwierzęta mityczne. Przypomina mi się, że jestem tu na misji i mam stwarzać świat. Nie zdążyłam nic zrobić, tuż za sobą usłyszałam 'motory', to moi przyjaciele przybyli mi na ratunek. Jest nawet mój brat. Nie chcę ich pomocy, podoba mi się w tym świecie. Każę im odjechać. Oni włączają się do ruchu, ja zaś spaceruję wzdłuż ulicy i myślę: co teraz? co stworzyć? Budzę się.


niedziela, 1 marca 2015

Sen świadomy

'Zaliczyłam dziś' drzemkę. Maluchy chore, więc dzień był bardziej leniwy.
Żeby trochę pospały, to położyłam się z nimi 'po obiedzie'. Oczywiście ja zasnęłam natychmiast i miałam sen.

Krótki, ale niezwykle wyraźny. "Przebudzam się" w bardzo ciemnym i zimnym pomieszczeniu. Jeszcze przed sekundą, leżałam z dziećmi w łóżku, więc natychmiast orientuję się, że to sen. Zauważam, że jestem u babci, na wsi. Jestem w sieni, za sobą słyszę hałasy, nie chcę by ktoś mnie "nakrył". Chcę jak najszybciej wymknąć się z domu. Podchodzę do drzwi, otwieram je, za nimi są następne drzwi (z mojego starego domu), zaś za nimi jeszcze jedne (białe, balkonowe). Wychodzę. Chłonę wszystko. Jestem na maleńkiej działce pełnej kwiatów, wąska ścieżka prowadzi do otwartej furtki (jest zupełnie inaczej niż u babci). Idę przed siebie, na skórze czuję ciepło słońca, to takie 'majowe słońce'. Jeszcze nie grzeje bardzo mocno, tylko tak przyjemnie. Wieje delikatny, ciepły wiatr. Czuję, że jest mi coraz cieplej. Jestem ubrana w czerwoną, polarową bluzę (ulubiona, intensywnie nosiłam ją w okolicy matury i pierwszego roku studiów). Na plecach mam srebrny plecak Nike (też z tamtego okresu), nawet fryzurę mam taką jak wtedy. Wychodzę za furtkę, mogę skręcić w prawo lub w lewo (prosto jest inna działka). Skręcam w lewo. Jestem na wąskiej ścieżce, widzę dokładnie jak jest "wydeptana", jej brzegi porośnięte są piękną, soczystą, zieloną trawą. Nie uszłam daleko, przede mną znów decyzja, mogę skręcić w prawo lub lewo. Po prawej zauważam mały plac zabaw, zaś nieco dalej kort tenisowy i studnię. Skręcam w prawo, gdy mijam placyk, zauważam tam małego chłopca, na oko ma jakieś 2,5 roku. Ma pucołowate, zaczerwienione policzki, intensywnie 'pracuje' nad budowlą z piasku. Jest tak zaaferowany, że myślę, że mnie nie zauważy, ale kiedy go mijam, patrzy prosto na mnie. Ma duże, niebieskie oczy, takie dziecięce, niewinne spojrzenie. Patrzy zaledwie chwilę, potem wraca do budowy. Idę w stronę kortu. Zastanawiam się czy nie poszybować gdzieś, zobaczyć gdzie jestem "z lotu ptaka", co jest nieco dalej, może jakieś ciekawe miejsce? Już niemal podskakuję, by szybciej oderwać się od ziemi, ale zauważam mały stolik (zaraz przy wejściu na kort), zaś na nim książki. Zerkam na tytuły, może podświadomość chce mi coś przekazać? Widzę 4 książki,  3 z nich są cieniutkie, zaś jedna jest gruba. Biorę tę grubą do ręki, patrzę na okładkę. Jest na niej pajacyk zbudowany z drewnianych klocków, ma czerwoną, trójkątną czapkę, okrągłą buzię, długi nos, niebieskie szorty. Zerkam na tytuł, jest na samym dole strony, z lewej strony i brzmi: "PLANETY S E X U A L N E". Zastanawiam się: dlaczego sexualne przez X i dlaczego takie przerwy pomiędzy literami i dlaczego rysunek pajacyka? Takie połączenie mi nie bardzo pasuje. Otwieram ją na chybił-trafił, bo chcę wiedzieć co jest w środku i budzę się..  Małe wiercipięty nie mogły uleżeć dłużej. Nie wiem jak szybko zasnęłam, raczej dosyć szybko. Położyliśmy się o 15.20, kiedy się obudziłam była 15.40.
Oczywiście dzieci nie zmrużyły oka.

Pierwszy marcowy sen ;)

Idę z Agą wzdłuż drogi. Zepsuł nam się samochód. J., dzieci i bagaże zostały w domu A. (byliśmy w drodze na wakacje), zaś my idziemy pożyczyć samochód od "znajomego" Agnieszki. Dziwnie się idzie po tej ulicy, czuję  nierówności pod stopami.
W końcu zerkam pod nogi. Cała ulica jest usypana  z kamieni szlachetnych, cekinów, szklanych paciorków, mieni się wszelkimi kolorami. Pytam się A. "dlaczego". Okazuje się, że jest to związane z "legendą znad jeziora", które właśnie mijamy po prawej. Od razu zerkam na jezioro, jest przepiękne, właśnie jest zachód słońca i jezioro zalane jest falą światła. W tym jeziorze, mieszkają dwie złote ryby, które czasem wyskakują wysoko i wtedy spełniają życzenia, ale nikt ich nie widział od lat. Cała sytuacja dzieje się 'na zakręcie'. A. nie kończy opowieści, bo spotykamy tego znajomego i on nas prowadzi do swojego domu.

Kolejna scena, jesteśmy u niego. Mieszka w rezydencji i jest przeraźliwie bogaty. Mówi, że nam pomoże. Pokój jest tak duży, że mieści się tam traktor (wszystko dzieje się na wsi), on mówi "Ta, która jest piękniejsza, niech wsiądzie pierwsza". Tak mnie to zaskakuje, że zastygam w bezruchu, A. siada za kierownicę i jedzie po J., dzieci i bagaże. Ja zostaję z nim.

Jest jakoś drętwo, on jest strasznie zdystansowany, ale po jakimś czasie zaczyna nam się dobrze gadać. Okazuje się, że niedawno się zakochał, ale jego wybranka została uduszona linką wędkarską (we śnie widziałam zdjęcie, to była Katie Holmes).

Zbliża się burza, niebo ciemnieje i zbierają się chmury, trochę się boję o J. Dzwonię do niego i przypominam o bagażach ukrytych w kanapie. Właśnie wtedy, gdy kończę rozmawiać, rozlega się grzmot, zaś do pokoju wchodzi siostra "znajomego". Jest niezwykle piękna i bardzo wysoka, ma srebrne włosy ścięte na pazia i szare oczy (miały kolor rtęci). Aż mnie ciarki przeszły jak na mnie spojrzała. Odnoszę wrażanie, że mnie nie lubi, traktuje z dystansem, patrzy "z góry" (to akurat nie tylko wrażenie, a fakt ;)).

Gadamy, choć to ona bardziej drąży i wypytuje. Dowiaduję się kilku rzeczy. Dziewczyna jest czarownicą, taką 'z prawdziwego zdarzenia', to ona maczała palce w tajemniczej śmierci dziewczyny. To ona sprawiła że A. pokochała innego (nie jej brata, bo kiedyś 'mieli się ku sobie'). To ona ma złote ryby z jeziora. Widać, że bardzo kocha brata, ale miłością toksyczną i zaborczą. Stracili rodziców, jako starsza siostra, przejęła rolę matki. Próbuję jej powiedzieć jak to wygląda "z boku", ale nie muszę nic mówić, bo ona zna moje myśli.

Wchodzi jej brat, rozmawiamy we trójkę i napięcie opada. Burza przechodzi bokiem. Plan był taki, że tym ciągnikiem Chłopak zawiezie nas na dworzec, ale on mówi, że odwiezie nas samochodem na nasze wakacje. W tym momencie wchodzi J., oznajmiam mu "dobre wieści" i pytam czy zabrał bagaże z kanapy. Okazało się że nie i od razu zawraca.

Tymczasem ja, mówię że muszę wziąć prysznic, jeszcze zdążę przed powrotem J. Ta siostra do mnie mówi "Jasne, tylko nie zamocz sobie pieluchy" i mruga do mnie. Dziwię się, ale idę. Łazienka jest gigantyczna, ma wielkie lustra aż pod sufit, przeglądam się i już wiem "o co chodzi". Jestem ciemnoskórą staruszką, zmalałam, garbię się. Mam problemy z trzymaniem moczu i noszę pieluchę. Jeszcze przez chwilę czuję się jak 'młoda Ja', tylko wyglądam staro, ale w trakcie rozbierania zaczynam się "czuć" staro. Bolą mnie kości, czuję zmęczenie, nie mogę podnieść rąk do góry, czuję się "jak z krzyża zdjęta". Rozbieram się, została już tylko ta pielucha, patrzę na swój brzuch i piersi, stare, obwisłe, pomarszczone. Patrzę na twarz, oczy jakby 'za mgłą', mam krótkie, bardzo kręcone włosy (wciąż gęste i napawa mnie to dumą). Jestem już tak zmęczona, że rezygnuję z kąpieli. Ubieram się, w kurtce znajduje 200zł, przekładam je do portfela. Zerkam w lustro, już jestem sobą. Okazuje się, że to była tylko iluzja, taki psikus 'starszej siostry'.

Pędzę do nich ile sił, czuję że krew krąży w żyłach coraz szybciej, aż chcę krzyczeć z radości (doceniam to, że znów jestem młoda, silna, zdrowa). Na korytarzu wpadam na "znajomego", wprost w jego ramiona. Przytulam go z całych sił i dziękuję za wszystko, jestem wdzięczna (nawet za spotkanie siostry, która mi wiele uświadomiła). On mówi, że daje nam samochód na wakacje, jak będziemy wracać po nasze auto, to oddamy mu jego. 

piątek, 13 lutego 2015

Wspinaczka

Jestem w szkolnej stołówce, zamawiam ciepły posiłek i płacę 19,50.
Dostaję drugie danie, dopiero po chwili orientuję się, że kupiłam dwa posiłki. Drugi jest dla Asi, która zaraz kończy lekcje.
Kiedy podchodzę do okienka, jest zamknięte. Stołówka jest czynna do 15.00, jest 15.15.

Jestem z Asią na miejscu zbiórki, zapisałam ją na zajęcia baletowe. Okazało się że autobus, który miał dowieźć dzieci, zepsuł się i trzeba tam dotrzeć samodzielnie. Na początku wiozę ją rowerem, po jakimś czasie orientuję się, że końcówkę drogi trzeba przejść. Wysadzam A., ona pędzi pod górę, ja wchodzę powoli. Góra jest usypana z wilgotnej ziemi pomieszanej z piachem, ma barwę żółto-pomarańczową, zauważam, że ma konsystencję lessu. Trochę zjeżdżam z niej, ześlizguję się, ale ze względu na A., nie rezygnuję, chcę jej towarzyszyć. Niemal na samym szczycie widzę robotników. Są tam gigantyczne stopnie schodów, oni je pomniejszają łopatami, do rozmiarów pasujących do 'ludzkiej stopy'. Ciężko się wspinać po takich schodach. Wymaga to wiele wysiłku, czasem się łapię tych robotników, bo zauważam, że oni są jak drzewa z korzeniami, są jak wrośnięci w tę dziwną ziemię. Oni w ogóle na to nie zwracają uwagi, poza jednym, który mówi, że mam "go puścić", bo od tej chwili powinnam wejść sama. Jestem już niemal na szycie. Mijam ostatniego chłopaka, ale nie przytrzymuje się go, od kiedy "usłyszałam tekst z ust mężczyzny", jestem samodzielna. On przerywa pracę i zerka na mnie, uśmiecha się od ucha do ucha. Widzę że A., bawi się w dołku/zagłębieniu poniżej (to była góra a'la wulkan), obok niej leży maskotka, sówka Hedwiga. Ten chłopak wciąż 'zaczepia mnie' spojrzeniem, uśmiecha się, zagaduje.
Ignoruję go i patrzę na widoki.
Nagle zrywa się wiatr. Zauważam, że jestem w "bocianim gnieździe", z którego wznosi się iglica. Wiatr jest coraz silniejszy, zaś iglica jest jak gałązka wierzby, elastyczna, mocno kiwa się na boki. Co chwila ja wpadam na tego chłopaka, a on na mnie. Trzymam się go mocno, żeby nie spaść, on zaś jedną ręką obejmuje mnie, drugą mocno przytrzymuje burtę. Chcąc nie chcą, jestem z nim spleciona.


czwartek, 12 lutego 2015

Czakry - refleksje

 Post w odpowiedzi na pytanie Dorotabl

"A ja mam takie pytanie przy okazji, bo choć siedzę w tych tematach od lat, nie rozumiem co oznacza pojecie rozwijanie czakr. Wiele ludzi pisze o rozwoju czakr, ale mój logiczny umysł nie rozumie o co w tym chodzi? Domyślam się, ze chodzi o coś co ja bardziej racjonalnie określam. Jak Ty rozumiesz to pojecie i do czego jest rozwój czakr niezbędny? I oczywiście czy można czakry świadomie i w praktyczny sposób rozwijać? ja w moich praktykach lubię się odnosić do konkretnej sytuacji, ale poszczególne czakry mogłabym określić zbiorem rożnych i zależnych od siebie sytuacji? czy dobrze to rozumiem?"

Odpowiedź nie jest prosta, zacznę 'od końca'. Naczytałam się wielu książek o rozwoju duchowym i nasuwa mi się wniosek. Każdy ma inne doświadczenia, każdy inaczej "coś odkrywa", są przeróżne systemy i różne drogi. Co jest dobre dla X, niekoniecznie będzie dobre dla Y. Nie należy "małpować", co najwyżej inspirować się i zawsze robić to, co dyktuje serce. Owszem, zdarza się, że wykorzystamy pomysł z jakiejś książki czy z forum/z bloga, zastosujemy 'na sobie' (niejako stając się królikiem doświadczalnym) i zadziała. Częściej jednak: stosujemy afirmacje, ćwiczenia, medytacje, pościmy, oczyszczamy dom w konkretny sposób, prosimy o pomoc anioły i nic, zero efektów bo .. nie ma jednej drogi. Rozwój duchowy jest czasochłonny i pracochłonny, jedyna dobra metoda, to metoda prób i błędów. Każdy rozwija się w inny sposób i w innym tempie. Z drugiej strony, tylko głupiec zignorowałby to, co już wcześniej odkrył ktoś inny. Pozostaje nam więc "filtrować" informacje.

Co to jest czakra? Niektórzy twierdzą że czakry, to wymysł, fantazja, ciężko im sobie wyobrazić, że w ciele krążą jakieś 'kule'. To jest 'normalne', gdyż czakry to symbole, "narzucono nam" że to koła, że w takich kolorach, że tak umieszczone itp. Nikt tak naprawdę nie wie jak wyglądają "czakry".

Dla mnie, można je porównać do poszczególnych narządów organizmu (mózg, serce, ręka, noga, oko), czy może raczej trybików w  mechanizmie. Pracując nad najmniejszym elementem, wpływamy na pracę "całej machiny"; czasem zaś jeden mały zastój, może spowolnić 'pracę' a nawet zablokować na miesiące czy nawet lata.

Czym jest praca nad czakrami? Dla mnie, to nic innego jak dostrajanie się do wibracji wszechświata (cos a'la moje radio ze snu, poszukiwanie swojej własnej częstotliwości), to "przepływ informacji" pomiędzy wszechświatem a nami.
To praca z energią, nawiązanie dialogu ze wszechświatem.

Otwarcie czakry, to wyzwolenie energii, która jest 'w nas', ale jeszcze jej sobie nie uświadamiamy. Odblokowanie czakry, często jest połączone z odkryciem "czegoś nowego" o nas samych. Można to porównać, do rozsunięcia żaluzji: wpada więcej światła, widzimy wyraźnie co jest w pokoju; dostrzegamy że jest tam dużo więcej, niż nam się na początku wydawało; zaś za oknem też jest świat, o którym wcześniej nie mieliśmy pojęcia itd.

Po co rozwijać czakry? Po to, by odkryć kim tak naprawdę jesteśmy, skąd przychodzimy, dokąd zmierzamy, do czego tęsknimy, czego pragniemy. Pracując z z czakrami można odkryć talent, zdobyć mądrość i zrozumieć pewne rzeczy. Możemy odkryć nasz duchowy dar, możemy 'wcześniej niż lekarz' wykryć chorobę w organizmie. Realizujemy ukryty w nas potencjał, możemy też pomóc innym np. uzdrawiać. Dusza człowieka wyłania się niczym motyl z kokonu.

Jeszcze taka mała uwaga, czakry są najmocniej 'odczuwane' w trakcie "otwierania", gdy zaczynają "pracować"; rzadziej, gdy są nad-aktywne lub nie-aktywne (bo nie jesteśmy dostrojeni, nie zwracamy uwagi). Te 'zharmonizowane' są najczęściej nieodczuwalne, przynajmniej tak jest u mnie. Ludzie, którzy mieli szczęśliwe dzieciństwo, kochających rodziców, zdrowe relacje z rówieśnikami, tworzą zdrowe związki - mają zharmonizowane czakry. Negatywne uczucia: lęk, strach, gniew, wstyd, smutek, żal, uraza, zazdrość, frustracja, czyjaś krytyka - spowalniają czakry, blokują. Mówiąc inaczej, jeżeli żyjemy zgodnie z własną wewnętrzną prawdą, znamy siebie, kochamy; akceptujemy to, co nas spotyka; dobrze nam we własnym ciele, to nie musimy nad nimi "pracować".

I teraz, jak "pracować z czakrami". Najtrudniejsze pytanie.
Podstawa, to "bycie świadomym". Należy nauczyć się "słuchać" tego, co mówi nasza dusza,
nasze ciało i wszechświat (znaki, sny itp.). Należy 'monitorować' swoje myśli, emocje i odczucia (samoobserwacja),
bo prawdziwa wiedza jest w nas, a nie w książkach.

Jeszcze wiele można by pisać, temat niczym góra lodowa ..

środa, 11 lutego 2015

Przebudzanie czakry splotu słonecznego

Sen z dzisiejszej nocy:
Zrobiłam pizzę dla rodziny. Na kolacji byli moi rodzice, brat z żoną oraz J. i dzieci. Pizza była pokryta żółtym serem. Podałam ją na tarasie, przy okrągłym stole. Mieliśmy widok na "miasto nocą".
Symbole senne z ostatnich dni: koło oraz  żółć,
kojarzą się z czakrą słoneczną-manipurą
np.
- okrągła pizza, pokryta żółtym serem
- sen z  szukaniem częstotliwości i dostrajaniem: żółty ekran, okrągłe pokrętło
- gotowanie makaronu: okrągły garnek z wrzątkiem i żółty makaron
- nawet zrzucanie książek z parapetu, gdzie "pokój zalała fala światła"
- światło "cudownie przebija się przez chmury"
- patrzę z tarasu widokowego na "rozświetlone miasto", siedzę przy okrągłym stole
Nazwa czakry: manipura, gdzie mani oznacza klejnot zaś pura miasto lub centrum. Nazwa, kojarzy mi sie z MANIfestacją, wyrażaniem "ja", w zdrowy i mądry sposób. Czakra nad-aktywna kojarzy się MANIpulacją.

- czakra związana jest z ogniem, moje sny z ostatnich dni to: kuchnie, gotowanie, pieczenie, podgrzewanie, kuchenki, lampki, źródła światła, odgrzewanie
- ogólnie, uczucie w snach, że coś mnie "'rozpiera", fala ciepła się rozlewa, promieniuje, energia krąży po ciele itp.
- czakra ma związek z układam pokarmowym
- nawet karta Rydwan (cykl snów), kojarzy mi się z energią manipury
- zaś sam Rydwan mówi "sięgaj", walcz, bądź odważny, nie rezygnuj.


Czy się uda czy też nie - to jeszcze nie przesądzone, ale zbieraj doświadczenia, realizuj. Rydwan może dosłownie oznaczać "misję" w naszym życiu.

Wszystko się zazębia.

Liczba 64 z poprzedniego snu, to może być wskazówka,
by zerknąć do I-Cing.

Heksagram 64 w I-Cing jest ostatni a brzmi:
"WEI-CI. Przed Dokonaniem
(Początek Drogi, Wyruszenie, Dochodzenie do Celu)



Pierwszy krok, postawiony na drodze do celu wymaga jeszcze długotrwałego wysiłku, pracy, wielu zabiegań i pokonywania trudnych do przewidzenia trudności, ale ich efekt może być naprawdę satysfakcjonujący. Istnieje szansa na sukces, którą warto podjąć, aby zmienić swoje życie i osiągnąć coś wartościowego. Do pracy!
Bohaterem Heksagramu jest człowiek, który określił swój zamiar i pragnie go wprowadzić w czyn. Najpierw musi się nauczyć wyczekiwać stosownego momentu na rozpoczęcie działania, powstrzymywać przedwczesne zapały, przygotowywać grunt dla nowych zdarzeń. Następnie przystępuje gwałtownie do dzieła, co sprawia, że wszystko mu się udaje. Gdy już osiągnął to, czego pragnął cieszy się przy winie z przyjaciółmi, ale właśnie wtedy, gdy przestaje się  kontrolować, może nieopatrznie stracić to, co zdobył."

źródło

64 to 8x8, 8 osób było w moim śnie na kolacji, szachownica ma 64 pola.
6+4 daje 10 Koło Fortuny, przedstawiane często jako żółte i ze sfinksem w roli głównej
na Initiatory Golden Dawn jest ouroboros, te symbole pojawiły się w moich snach


Niedawno miałam 32 urodziny, mój mąż zresztą też, obchodzimy je tego samego dnia, 32x2 daje 64 ;)

Moje osobiste doświadczenia z ostatnich dni/tygodni:
(towarzyszące przebudzeniu czakry solarnej)
- głośno się śmieję, jestem pozytywnie nastawiona, przyjmuję postawę na "tak"
- podśpiewuję a nawet głośno śpiewam, na całe gardło (według niektórych czakra sakralna i gardła są ściśle ze sobą powiązane; według mnie, ta czakra jest podłączona pod wszystkie czakry, niczym Słońce naszym układzie Słonecznym)
- słucham bardzo pozytywnej/mocnej muzyki lub ze słowami do it, never give up, don't be afraid, don't give up itp.
- regularnie odwiedzam toaletę (wcześniej miałam zaparcia)
- mam nudności, wymioty, J. nawet pytał czy przypadkiem nie jestem w ciąży, bo poza wymiotami "promienieję" ;)
- nie jestem w ciąży, kolejny pozytyw to miesiączki "jak w zegarku", jakby krew krążyła szybciej, żwawiej
- bardzo szybko rosną mi włosy
- gimnastykuję się, czuję potrzebę ruchu
- jest mi ciepło, dosłownie siedzę w szortach i t-shircie (kiedyś non stop marzłam, szczególnie ręce i nogi)
- dbam o to co jem, nauczyłam się przyrządzać nowe potrawy (zawsze się bałam, że nie dam rady, okazało się że nie taki diabeł straszny...), a najważniejsze, nie robię tego "bo tak trzeba" bo tak mówi jakaś dieta, robię To, bo tak "chcę"
- nie wiem czy to ma jakiś wpływ, ale do niemal każdej potrawy dodaję pieprz i majeranek
- zmieniłam oświetlenie w domu na mocniejsze, tzn. J. kupił i pozmieniał, ja zarządziłam ;)
- nabrałam pewności siebie; poczucia sensu - nawet, jeżeli coś pozornie wydaje się być 'bez sensu'; jestem bardziej asertywna i stanowcza, wiem czego chcę i dążę do tego, nie izoluję się od ludzi i świata, wręcz przeciwnie, sama inicjuję, proponuję, zapraszam, wychodzę z inicjatywą.
Kolejny punt na mojej liście to wytrwałość i doprowadzanie 'rzeczy' do końca.

Praca nad tą czakrą sprawia mi trudność, gdyż mam bardzo obsadzony 12dom.
Mam tam Słońce, Wenus, Marsa, Ryby na ASC, na DSC siedzi Księżyc w Pannie.
Solarny znak, Wodnik - naprzeciwko trudna dla mnie "lwia" energia.

Podobno, objawy (przy przebudzaniu/otwieraniu tej czakry) są wyraźnie odczuwalne, a to dlatego, że czakra solarna produkuje potężną ilość energii (więcej niż wszystkie inne czakry razem wzięte, coś a'la nasze Słońce).

Testom internetowym "na czakry" za bardzo nie dowierzam, ale "liczby nie kłamią"
Manipura
rok 2011 -12% under-activ, czakra na minusie, bardzo źle
2013 0% under-activ, źle
teraz 2015 +19%, co według strony też jest under-active, ale ja czuję, że jest znacznie lepiej

Podobno nie rozwijając tej czakry, człowiek staje się "nierozpoznanym geniuszem", nie wierzy w siebie, nie wierzy w to co robi, nie wierzy że mu się uda. Boi się odnieść sukces i stanąć na piedestale.
Co przypomina mi rozkład, gdzie na pytanie: To rozwijaj, wypadła karta 6 Buław, a ja boję się "wyjść do ludzi", pokazać swój talent, boję się zaprezentować w całej krasie. Albo inaczej: nigdy nie jestem zadowolona z tego co osiągnęłam, mam poczucie że inni wiedzą więcej, robią lepiej, mają większe doświadczenie itp. Cokolwiek nie osiągnę - pomniejszam to.
Jak ktoś obdarza mnie komplementem, gratuluje mi - to zamiast się cieszyć, zapadam się ze wstydu pod ziemię, albo myślę "mówi tak, bo chce być miły" itp.

ale.. czuję pozytywne zmiany w swoim życiu, rozwijam się, dojrzewam, niczym łan złotej pszenicy ;)
Tym pozytywnym akcentem kończę i słonecznie pozdrawiam Zaglądających.

wtorek, 10 lutego 2015

Cierpliwość i poszukiwanie

Jestem w sklepie, stoję w kolejce już bardzo długo. Wcale mnie to nie denerwuje. Cierpliwie sobie czekam, cześć osób wciska się przede mnie, ale nic mnie to nie rusza, tylko się dziwię: Po co oni się tak śpieszą? Nagle dostaję wiadomość (kobiecy głos zawiadamia przez megafon). Zmarł mój daleki krewny, jestem zaproszona na odczytanie testamentu.
Odczytanie odbywa się w jego rezydencji (był niezwykle pracowity, bogaty, miał głowę do interesów). Zebrało się bardzo dużo osób, sam odczyt trwa krótko, większość ludzi odchodzi zawiedziona. Krewny, zaprosił nas wszystkich, byśmy wzięli udział w jego "grze". Naszym zadaniem, jest przeszukać jego dom i odkryć Coś. Zostaję, choć większość osób już wraca do swoich obowiązków. Przeszukuję dom. Powoli odkrywam, kim tak naprawdę był wujek. Jestem sama w budynku. Wieczorem zagląda do mnie 2óch "strażników". Pytają mnie czy rezygnuję, mówię im że nie. Oni odchodzą, ja jeszcze bardziej skupiam się na szukaniu. Odkrywam olbrzymią bibliotekę, garderobę, kuchnię z wypełnioną po brzegi jedzeniem, chyba dla 100 osób na 100lat. Widzę też wielkie łazienki, sypialnie, pokoje pełne pościeli na zmianę. Tam właśnie znajduję ukryte pamiętniki i zaczynam je przeglądać. To chyba jeszcze nie "to", co mam znaleźć, ale czytam, być może będzie tam jakaś wskazówka. W dziennikach, zawarte są jego myśli, refleksje, to co robił w dany dzień, jego podróże, inspirujące cytaty, pragnienia i cele do realizacji. Mija kilka dni, już powoli orientuję się gdzie co jest, choć jest bardzo ciężko. Budynek jest przeogromny i można się pogubić. Kiedy robię sobie śniadanie (filiżanka kawy, rogalik), zauważam, że z piętra nad kuchnią schodzi gosposia. Twierdzi, że uczestnik "gry", może mieszkać tu do czasu rozwiązania zagadki, zaś kiedy potrwa to więcej niż 3 dni, to ona ma obowiązek tu sprzątać i szykować posiłki. Pytam ją o wagę, bo widzę że schudłam przez te kilka dni. Przynosi wagę łazienkową (szklana, w kształcie krzyża), waga wskazuje 64kg. Gosposia wchodzi znów na pięterko (takie spiralne schody) i robi się bardzo cicho, za cicho. Ten krewny zginął nagle, w tajemniczych okolicznościach, więc zaczynam czuć lęk. Wołam głośno: czy wszystko w porządku? Cisza. Wołam jeszcze raz. Słyszę kroki, ktoś schodzi po schodach. To mężczyzna, ma nagi tors, szare spodnie dresowe i gołe stopy. Wygląda jak Zeus; dłuższe, siwe włosy, groźny wzrok, mocne brwi. Mówi, że jest mężem gosposi i że wszystko jest "w porządku". Mieszkają tu razem. Z oddali słyszę jej głos, potwierdza tę informację. Odchodzę do swych zajęć, choć czuję niepokój. W porze obiadu, spotykam ich w kuchni, są jak papużki-nierozłączki, przygotowują wspólnie posiłek i wyglądają na bardzo szczęśliwych. Tego dnia, przybywa do domu ktoś jeszcze. Najpierw dostrzegam pojedyncze osoby w różnych pomieszczeniach, potem orientuję się, że to jacyś krewni, którzy zdecydowali się "powrócić do gry". Jest wśród nich pewien chłopak. Nie ma dnia, by do mnie nie zagadał. Zawsze gdy mnie widzi, buzia mu się nie zamyka. Trochę mnie to denerwuje, dlaczego musiał na mnie zwrócić uwagę? Zaczynam mu się przyglądać. Jest wysoki, znacznie wyższy niż ja, ma gęste kruczoczarne włosy, bardzo ciemne oczy, jest wysportowany.    

Spotykamy się tylko przypadkiem, on zawsze zagaduje pierwszy, ja odpowiadam, niemal zawsze go czymś zaskakuję lub rozśmieszam. Zaczynamy rozmawiać coraz dłużej i o coraz bardziej "prywatnych sprawach". Pewnego razu spotykam go w korytarzu. To bardzo nietypowy korytarz, jest niezwykle wąski, dosyć długi. On jak zwykle zaczyna rozmowę. Czuję że jest "jakoś" inaczej niż zwykle, mam takie dziwne uczucie w piersiach, że aż mnie rozsadza. Odkrywam że jestem szczęśliwa. W tym właśnie korytarzu, zdaję sobie sprawę że On mnie kocha, kocha mnie od naszego pierwszego spotkania. Podchodzę do niego na wyciągnięcie ręki i po chwili obejmuję go za szyję, on mnie za plecy. Kolejna scena, on siedzi na ławce (takiej "szkolnej", niziutkiej). Ja siadam na podłodze, między jego nogami, tyłem do niego. Co jakiś czas zerkam na niego mocno przechylając głowę do tyłu, cały czas gadam jak najęta. Chcę się o nim dowiedzieć wszystkiego, znów przechylam głowę i zaczynam mówić ". A powiedz mi.." kiedy on zamyka mi usta pocałunkiem. Kiedy kończy, uśmiecha się szeroko i mówi: "zdecydowanie za dużo gadasz". Uwiadamiam sobie, że jedyne co "odkryłam"w domu wuja to miłość ;)




poniedziałek, 9 lutego 2015

SMS

Szykujemy się do weekendowego wyjazdu. D. i A. nas zaprosili do Wrocławia. J. jeszcze jest w pracy, wróci lada moment. Ja jestem z dziećmi w moim pokoju , w starym domu. Mieszkamy tam sami, rodziców nie ma (ale nie wiem czy wyjechali, przeprowadzili się?). Cały dom mamy dla siebie. Tego dnia, odebrałam ze szkoły koleżankę Asi - Małgosię. Jestem "na świeżo" po spotkaniu z jej rodzicami (przyszli ją odebrać). Jestem nabuzowana endorfinami, mam dobry humor, energia aż mnie rozpiera od środka.
Włączam radio (moje stare radio, ma taki duży ekran, który rozświetla się na żółto), kręcę gałką i szukam odpowiedniej częstotliwości. W końcu łapię jakiś 'pozytywny kawałek'. Podśpiewuję do niego i pakuję ostatnie rzeczy. Na biurku, stawiam garnek. Po chwili woda wrze, dorzucam makaron i gotuję (oczywiście, nie mam kuchenki na biurku). W tym właśnie momencie, co wrzucam garść makaronu (dosłownie 'garść'), dostaję SMS od X. pisze: "Olu, kiedy mogę do Ciebie wpaść?". We śnie, strasznie za nim tęsknię i też chciałabym go zobaczyć, odpisuję "Wiesz, możesz przyjść nawet za minutkę ;P tylko już lada moment nas nie będzie, bo jedziemy do Wrocławia". Nie zdążyłam mu wysłać wiadomości, bo makaron zaczął kipieć, odłożyłam telefon. Potem zapomniałam odpisać, bo J. wrócił i trzeba było "się sprężyć" i wszystkiego dopilnować przed wyjazdem. Dopiero we Wrocławiu, przypomina mi się, że nie odpisałam, ale wtedy już nie chcę wysłać wiadomości zwrotnej, bo "jest za późno" i nie ma sensu.  
Suma sumarum - nie odpisuję wcale.

niedziela, 8 lutego 2015

7/8 luty

Dziś w nocy byłam w sanatorium, ale nie jako pacjentka. Mieszkałam tam z Asią (córeczka). W zamian za pomoc, dostałyśmy dach nad głowa i 3 posiłki dziennie. Asia jest zapisana do szkoły, to sanatorium dla "przewlekle chorych". Dzieci trafiają tu na długie miesiące a nawet lata. To olbrzymie uzdrowisko, w zasadzie miasto-uzdrowisko. Sanatorium składa się z sieci budynków, ma własny ogród warzywny, sad, bibliotekę, szkołę, basen, kino itp. Najbardziej chorzy przebywają w szpitalu-molochu, każde piętro to inny odział; inny przedział wiekowy. Jest też sekcja dla 'mniej' chorych, przebywają oni w domkach przyszpitalnych, maja niemal "domowe" warunki. Na naszej ulicy, mieszkają pracownicy szpitala: pielęgniarki, lekarze, pomocnicy, hydraulicy, sanitariusze, nauczyciele, kucharki itp.
W miasteczku dzieje się tu coś dziwnego.
Mieszkańcy, zarówno pacjenci jak i pracownicy, giną w tajemniczych okolicznościach.
Sen zaczyna się, gdy jestem na sali gimnastycznej, wpada tam młody mężczyzna, w ręku ma broń. W panice wspinamy się na drabinki przy ścianach. Koleżka obok mnie, stoi przodem do niego, ja stoję tyłem do sali. Ona mi szeptem relacjonuje co on robi. A robi coś bardzo dziwnego, podchodzi do każdej z nas i dotyka np. stopę, łydkę, kolano, udo, dłoń itd. Kiedy podchodzi do mnie, sięga do pośladków (jako jedyna stanęłam do niego tyłem). Dotyk ma niezwykle czuły i delikatny. W zasadzie głasnął mnie przez materiał dżinsów, ledwo co poczułam. Kiedy zerkam na niego, on mówi, że wróci tu wieczorem, zaś my, mamy mu "kogoś poświecić", ma być to ktoś, kto "ma do zaofiarowania najwięcej". Wychodzi. Pierwsze co robię, to pędzę po Asię, do szkoły. Jest w innym budynku. Jest zima, śnieg, biorę sanki żeby było szybciej. Powoli zapada zmrok, mijam coraz mniej ludzi, aż w końcu idę zupełnie sama. Mam zamiar uciec. Kolejna scena, zakładam A. kombinezon i sadzam na sanki (wygląda jakby miała 3latka). Zauważam że już niemal wieczór, zaraz wybije wyznaczona godzina i pojawi się mężczyzna. Zastanawiam się kogo wybrali na ofiarę. Boję się że to mogę być ja, przyśpieszam. Niemal biegnę ciągnąc Asię za sobą. Ona jest zaś dziwnie zmęczona, bardzo szybko zasypia. Żałuję że nie wzięłam dla niej koca, jeśli nam się uda, to czeka nas długa droga. Kiedy już znacznie się oddalamy, przypomina mi się, że nie zabrałam czegoś "niezwykle ważnego". Biję się z  myślami, co robić? Zawracam, muszę "to" mieć. Spieszę się tak bardzo, że na zakręcie A. wypada z sanek. Jest tak zaspana, że natychmiast zasypia ponownie .... koniec snu, zadzwoniła mama i mnie obudziła ;(

sobota, 7 lutego 2015

Oko-Wąż

Mamy wakacje. Dzieci biegają na zewnątrz. My zaś (ja i J.) jesteśmy w jakimś budynku, coś a'la schronisko: dużo pokoi, jedna łazienka na korytarzu. Już mamy się zbierać, kiedy do "wspólnego" pokoju, wchodzi para: mężczyzna i kobieta. Ona nas zagaduje, tymczasem On, bacznie mi się przygląda. Kolejna scena, ja w pokoju z tym mężczyzną, wyrosło mu trzecie wyłupiaste oko na środku czoła. To oko, to tak naprawdę wąż, który wychodzi z czoła i "mnie hipnotyzuje". Czuję dziwne wibracje/drżenie, oko-wąż rusza się i wije, robi się coraz dłuższe. Mężczyzna 'skupia się' ze wszystkich sił, ale na mnie "to" nie działa. Co więcej "słyszę jego myśli"; on chce mnie zahipnotyzować i zapłodnić. Swą żonę już zahipnotyzował, siedziała 'nieświadoma niczego' w pokoju obok. Docieram do drzwi (żółte, drewniane), wiem że są zamknięte na klucz, ale kiedy naciskam na klamkę, otwierają się. Szukam J. Znajduję go siedzącego na toalecie, masturbuje się, zaś nasienie trafia mu prosto do ust. Ma na głowie czapkę z daszkiem która całkiem zasłania mu oczy, kiedy mu ja zdejmuję, on odzyskuje świadomość i wymiotuje.

Spisałam sen. Niedługo później, natknęłam się na tekst (przez przypadek):
Mówi bóg Atum:
"Jestem ten, który współżył z własną dłonią,
który poruszył ręką swoją
Aż wpadło nasienie me do mych ust.
Nie wyplułem jeszcze Szu, (bóg powietrza)
Nie wyrzygałem jeszcze Tefnut, (bogini wilgoci)
Nie było nikogo, kto by mi pomógł."





wtorek, 3 lutego 2015

Carnivale

Jestem w pewnym mieście. Spotykam koleżankę z podstawówki, oglądamy album o ptakach, gdyż A. studiuje ornitologię. Do miasta przybywa trupa cyrkowa, wieczorem będzie niesamowite przedstawienie. Nie był to całkiem zwyczajny cyrk, ludzie mieli w sobie coś "dziwnego". Zauważyłam to, gdy szli po ulicach miasta zapraszając na show. Pochód prowadziły konie z pióropuszami, za nimi - muzycy, ale nietypowi. Byli niepełnosprawni, zamiast ręki/dłoni mieli doczepiony na stałe instrument, niektórzy byli na szczudłach, niektórzy jechali na jednokołowych rowerach. Wszyscy byli bardzo szczupli i wysocy, mieli granatowe fraki, granatowe spodnie, białe koszule i mega wysokie kapelusze. Za nimi podążała reszta, ale nie zdążyłam się przyjrzeć, bo wślizgnęłam się za kulisy. Trafiłam do pokoju małych dziewczynek, akrobatek-baletnic.


Zauważyłam że dziewczynki nie mają dolnych ząbków, na przedstawienie zakładają sztuczne szczęki. Te dziewczynki były nieme, próbowały mi coś powiedzieć, ale nie mogłam ich zrozumieć. Nawet przymierzyłam jedną szczękę (myślałam że może to o to chodzi), ale nie pasowała. Ktoś z tej trupy "miał na mnie oko", to była dziewczyna, moja równolatka. Udało mi się ją zmylić na rozstajach dróg, ale nie na długo. Znalazła mnie, szybko zaplątałam ją w jakiś sznurki i pobiegłam dalej. Dotarłam do pokoju, miał on tylko jedno okno pod sufitem Okno było niewielkie, kwadratowe, ale dało się przez nie przecisnąć. W pierwszej chwili okna nie zauważyłam, bo zasłaniały je książki leżące na parapecie. Zaczynam je zrzucać. Na początku nie zwracam uwagi co to za dzieła, potem zaczynam czytać tytuły. Był cały cykl ksiąg pt. "Wiedza Osobliwa" oraz cykl czasopism "Kuchnia wiedźmy i Czarostwo". Walczyłam ze sobą by nie zajrzeć do środka, bo wtedy Ona by mnie dorwała. Zrzuciłam więc książki na podłogę za jednym zamachem i wtedy pokój zalała fala światła. To była ostatnia chwila, dziewczyna właśnie weszła do środka i mnie ujrzała. Otworzyłam okno i uciekłam.


wtorek, 27 stycznia 2015

Dlaczego czuję takie silne połączenie z X?

Zadane przed snem ;)
Sen
Czasy współczesne, siedzę na czacie i gadam z jakąś dziewczyną, piszę o okolicznościach poznania X. (ten sam dzień co poznałam J.) i o pierwszych intensywnych tygodniach (nasza trójka na tych samych spotkaniach, wciąż krzyżowanie się naszych dróg, tyle że z J. to spotkania "umówione", zaś z X. "przez przypadek", ale równie częste jak z J., te same imprezy).

Dziewczyna odpisuje dosyć szybko, mówi że jesteśmy połączeni niezwykle starym zaklęciem, w poprzednich wcieleniach wykonaliśmy potężny Rytuał Wiążący, wykorzystaliśmy Magię Krwi i Węzłów.
(* co ciekawe, wszędzie i na wszystkim mam mnóstwo węzłów, począwszy od sznurówek, wszelkich kabli: odkurzacz, ładowarki, suszarka; kiedyś jako dziecko robiłam sobie 3 węzły na włosach? skąd? po co to robiłam? czasem wplatałam we włosy sznurki - zaprzestałam jak mama powiedziała że nikt tak nie robi).
Dziewczyna odpisała mi w innym języku coś a'la aramejski, sporo czasu zajmuje mi tłumaczenie. Dopytuję o szczegóły. Twierdzi, że czar jest tak potężny, dlatego że wykonaliśmy go razem, nasza wola splotła się w jedną - chcieliśmy w każdym wcieleniu być ze sobą.
Pytam więc o J., jaką ma rolę. Odpowiedź pojawia się niemal natychmiast, J. zawsze "przychodzi na świat" jako nasz najlepszy przyjaciel, jest Istotą Światła, pomaga nam przełamać rytuał i uwolnić się od siebie, "zerwać kajdany astralne".

(*rzeczywiście, w snach "z poprzednich wcieleń", niemal zawsze jestem z X., 
numerologicznie X. jest  9, zaś ja i J. jesteśmy 8)

Węzeł Cygański
W tym momencie słyszę jakiś dziwne dźwięki, biorę ze stolika grubą, czarną, kwadratową księgę i idę pozamykać drzwi. To takie duże, drewniane drzwi, które mają tylko dolną połowę, taka co nie pozwala na wejście psa np. ale kot by je przeskoczył. Zamykam drzwi na haczyk. Za nimi widzę niewielki ganek, ale drzwi są solidne i zamknięte na zasuwę. Dom jest zbudowany jak kiedyś dwory. Jest główne wejście i przechodzi się przez wszystkie izby z powrotem do wejścia, takie "pokoje przechodnie". Zaczynam od pokoju najbardziej starego, przechodząc do coraz bardziej nowoczesnych. Ostatni pokój, to nie pokój a księgarnia/cenna biblioteka, pośrodku jest wąski korytarz i wejścia do ciasnych przejść, gdzie stoją półki wypełnione książkami. Wzdłuż korytarza, jest 7 lub 8 bramek z alarmami. Decyduję się przebiec, książka którą trzymam, ma pasek magnetyczny, za każdym razem jak przekraczam "bramkę" rozświetla się czerwona lampka. Wchodzę do następnego pomieszczenia, to jakby poczekalnia.
Opadam bez sił na krzesło, tyle nowych informacji, sama nie wiem co myśleć. Jestem na jakimś bardzo wysokim piętrze, może setnym, może wyższym, zerkam przez okno. Wszystko jest zalane delikatnym światłem, cudownie przebija się przez chmury, widzę miasto poniżej. Miasto jest potężne, rozbudowane, ale z tej perspektywy, wygląda jak makieta.
Zastanawiam się czy każdy z nas ma "przypisaną rolę" na tym świecie..




 

niedziela, 25 stycznia 2015

Nas troje


Pochodziliśmy z jednego klanu. Ja , J. i X. To była jakaś osada nad rzeką. Co dzień musieliśmy się liczyć z tym, że woda nas zaleje. Życie tam nie oszczędzało, wymagało nakładu sił i ciężkiej pracy, ciągłej gotowości na zmaganie się z żywiołem. Rzeka była potężna. Nasze domy, specjalnie zbudowane, na takich długich, drewnianych palach, były z drewna, ale podstawa domu wyłożona była ciasno ułożonymi kamieniami. Niedaleko, na wysokim wzgórzu był cmentarz. Lubiłam tam chodzić, zawsze panowała tam cisza i było tak spokojnie, jakby to był zupełnie inny świat. Raz w miesiącu, wszyscy mieszańcy osady, odprawiali tam rytuał. Chodziliśmy wyznaczoną ścieżką między grobami. Podziwiałam przepiękne rzeźby.


Kolejny sen. Wychodzę ze swojego starego domu, a raczej uciekam przed czymś. Orientuję się że mam rolki i poruszam się znacznie szybciej. Na zakręcie ulicy spotykam robotników, wylewają nową nawierzchnię. Nie bardzo wiem jak ich obejść na tych rolkach. Po ulicy nie przejadę, chodnik zablokowany, zaś rolki po trawie nie jadą i boję się, że mnie to spowolni. Kiedy tak myślę, co dalej, pojawia się jakiś chłopak. Bierze mnie "pod pachy" i sadza na wóz. To wóz cygański. Czuję lekki  niepokój, bo oni wszyscy są połączeni więzami krwi, ja zaś "odstaję". Szybko się okazuje, że niepotrzebnie tak się czuję, przyjmują mnie jak "swoją". Szczególnie matka chłopaka.
W ogóle, wszyscy są bardzo mili, rozmowni, uśmiechnięci, życzliwi.


Jakiś czas później, chłopak proponuje mi ślub, zgadzam się, bo kocham go z całego serca. Jeszcze tego samego dnia, przybywa jego starszy brat. Widać że są ze sobą bardzo związani, niestety mam wrażenie że "stanęłam między nimi", bo ten drugi intensywnie mi się przygląda.

RoadHouse - Wykidajło - Przydrożny bar - refleksje

Kocham ten film, sama nie wiem dlaczego - ma kiczowate elementy.
Chyba mam do niego sentyment, dziś obejrzałam kolejny raz i tak mi się skojarzyło, że:
J. jest jak Patric

zaś X. to Sam Elliott

Mam słabość do takiej urody jak Sam w tym filmie (długo i srebrnowłosy, brodato-wąsaty, 
pewnie dlatego kocham film Magnolia i kreację Tom C.


poniedziałek, 19 stycznia 2015

3 duchowe wcielenia

Właśnie kupiliśmy mieszkanie. Po wprowadzeniu się, zauważyliśmy, że jest dużo większe niż nam się na początku wydawało,  a to dlatego, że kupiliśmy je "ze wszystkim" w środku, zaś teraz, część rzeczy wyrzucamy. Najbardziej podoba mi się taka długa-stojąca lampa i stolik obok. Od razu przesuwam je w inny kąt - taki, w którym lepiej widać "cały pokój" i drzwi.

Tego wieczoru, zaprosiła nas do siebie moja najlepsza przyjaciółka.
Pracuje w teatrze, więc idę wraz z J. na wieczorne przedstawienie w którym gra.

Jesteśmy w teatrze, za oknem głęboko noc. Wszystkie ściany są złote, zaś podłogi obite czerwonym, aksamitnym, grubym dywanem. Ludzie się dopiero schodzą, J. poszedł zająć miejsca. Zerkam na ludzi i otoczenie, niemal każdy jest "przebrany", jakby to był bal maskowy. Podchodzę więc do kogoś pierwszego "z brzegu" i o to pytam. Ten ktoś, zaś pyta mnie: Czy widzisz to lustro? i wskazuje ręką. Na ścianie wisi gigantyczne lustro, od ziemi, po sufit, ma co najmniej 2 metry szerokości. Człowiek mówi, że to lustro, pokazuje "duchowe wcielenia" człowieka.


Podeszłam od razu. Obraz zmienił się natychmiast. W lustrze był starzec z kosturem, w płaszczu o barwie mocnej kawy z mlekiem. Zdążyłam jedynie rzucić okiem a już obraz się zmienił. Tym razem na dłużej, byłam szamanem-lub szamanką, nie za bardzo widziałam twarz, gdyż cała była pomalowana. Miałam przeolbrzymi pióropusz na głowie, sięgał aż do stóp. Nie byłam tak stara jak mężczyzna z pierwszej wizji, ale nie tak młoda jak teraz. Byłam lekko zgarbiona i nie bardzo mogłam się wyprostować, w dłoni trzymałam laskę-totem. Była z drewna, ale opleciona przeróżnymi sznurkami , rzemykami, na każdym ze sznurków były zawieszone pióra, kamienie, kości, zęby, i tak śmiesznie grzechotały przy każdym poruszeniu.

Kolejna zamiana. Tym razem byłam przepiękną, młodą kobietą (na oko mój wiek, po 30tce). Miałam  brązowe, rozpuszczone włosy, sięgały mi do połowy pleców. Na ramiona zarzucony fioletowy płaszcz ze złotymi elementami. Kiedy zakładam kaptur na głowę, czuję napływ wielkiej mocy. Przeszywa mnie prąd, dosłownie czuje jak wspina się do koniuszków moich palców. W jednej z dłoni trzymam laskę. To długi kij (brązowy), znacznie wyższy niż ja. Kieruję tą energię właśnie tam i z laski "rodzi się" wąż (złocisto-pomarańczowy). A może on tam był wcześniej zawinięty... zaś teraz ta energia go obudziła, teraz syczy i porusza się.

Właśnie "w tym wcieleniu" decyduję się iść na przedstawienie.







sobota, 17 stycznia 2015

Pustynny Wąż

Dziś pojechałam na misję. Akcja snu, działa się w dziwnym domu na środku pustyni. Przybyłam tam z inną dziewczyną. W środku czekali na nas dwaj żołnierze. Powitali nas chłodno i oprowadzili po niewielkim budynku. Wyglądali niemal identycznie, ale bardzo szybko okazało się, że mają zupełnie inne charaktery. Sam budynek był stary, widać było, że długo stał niezamieszkały. Od razu zabraliśmy się do pracy, odkurzanie, sprzątanie stert starych gazet i książek, segregowanie tego co na pólkach. W międzyczasie zauważyłam, że ta dziewczyna nic nie robi poza podrywaniem żołnierzy. Jeszcze tego samego dnia, zauważyłam jak rozmawia szeptem z jednym z nich. Tymczasem ten drugi żołnierz gadał ze mną coraz częściej, mówił że jest nieśmiały i prosił bym wypożyczyła mu książkę z biblioteki. Te książki nas zbliżyły, okazało się że obydwoje kochamy czytać i lubimy samotność - stąd ta misja pośrodku niczego.


Zapadł wieczór, po raz pierwszy miałam chwilę by odpocząć. Wyjrzałam przez okno, aż po horyzont leżał piasek, miał czerwono-pomarańczowo-żółtą barwę. Wiatr utworzył na nim przepiękne wydmy i wzory. Nagle zobaczyłam to Coś, co mieliśmy badać. Był do gigantyczny Wąż Pustynny. Na oko miał może ze 20 metrów długości, był gruby i potężny. Poruszał się falami, skręcał, zwijał się, jego ciało wyglądało jak sinusoida, cześć była ponad powierzchnią pustyni, zaś część głęboko pod. Był przepiękny. Ten drug żołnierz stał obok mnie i też podziwiał węża, mówił że to ostatni z mitycznych stworów na ziemi. Żołnierz zbliżył się do mnie, niemal czułam jego oddech na policzku. Nagle popatrzył mi w głęboko w oczy i niemal w tym samym momencie padł na kolana. Miałam krótką koszulkę i widać było mój brzuch. Przytulił się mocno do mojego ciała, zaś potem pocałował tuż poniżej pępka. Miałam wrażenie że od miejsca gdzie pocałował, rozchodzą się gorące promienie. Gorąco wypełniło mi ciało i popłynęła wzdłuż rak, nóg i do głowy.

czwartek, 15 stycznia 2015

Sen - Odkrywanie wnętrza

Dziś, przy stole, siedziały zgromadzone moje najlepsze przyjaciółki z liceum: Asia, Monia, Ania oraz moja kuzynka Aga. Zaprosiłam je na obiad. Kiedy chciałam go podać, zorientowałam się że mam obiad już gotowy (z poprzedniego dnia) i podałam odgrzany. Kotlety, ziemniaki pocięte w krążki (podsmażyłam na złoto), do tego chrupiąca sałata. Właśnie się dostałyśmy na medycynę (w realu: chodziłyśmy do klasy o profilu biologiczno-chemicznym, żadna z nas nie planowała zdawać na medycynę) i świętowałyśmy.

Po obiedzie Agnieszka powiedziała, że przyda nam się odrobina praktyki. Zaprowadziła nas do pokoju gdzie stał komputer, manekin z narządami wewnętrznymi i było ciasne, wąskie przejście. Dziewczyny od razu się skierowały do przejścia. Okazało się, że była to podróż wzdłuż układu pokarmowego człowieka, od jamy ustnej po odbyt. Wchodziło się w mięciutki korytarz z jakiejś folii i przeciskało niczym kawałek pokarmu przez ludzkie ciało. Wszystko było podświetlone na czerwono. Strasznie nie chciałam tam wchodzić, ale Aga powiedziała że jak chcę studiować medycynę to muszę. Weszłam, ale jak poczułam że wszystko tak na mnie napiera, to się szybko wycofałam. Szczególnie bałam się dotrzeć do jelita.

Tymczasem do pokoju wpadł jakiś nauczyciel i powiedział, że Aga, to tak naprawdę nie ona. Ktoś się pod nią "podszywa". Jak najszybciej mamy zastawić na nią pułapkę i ją złapać. Natykam się na A. zupełnie przypadkiem, ona zaprasza mnie na koncert do Bydgoszczy. W tym czasie wchodzi owy nauczyciel i A. ucieka.

Kolejny sen, świadomy ;( chlip, nic nie pamiętam, tylko że był prze-fajny..